"Elige de sinos"
Moderator: Moderatorzy
Odcinek 6:"Gundamy."
- Wolak? - Kris nie mógł uwierzyć w to co słyszy - czy to ten Wolak? Ten dzięki któremu ja i Bobert jesteśmy w tej szkole?
- Tak - odpowiedział wojownik - to ja. Patrząc na Ciebie wiem że dobrze wybrałem.
- No, ale o czym gadaliście??? Jaki Gundamy? Co to Altron???
- Znaleść w sobie spokój musisz. Zaraz wszystkiego się dowiesz.
- Poczekaj - rzekł Wolak - ja mu to opowiem. Jestem mu winien wyjaśnienia. Więc nazywam się Wolak - zwrócił się do Krisa - i jestem jednym z trzech Wielkich Mistrzów tej szkoły. A Gundamy to wielkie roboty, których używało się w przeszłości. Było to tak...
***
Był ciepły, wiosenny wieczór. Dwóch chłopaków siedziało nad jeziorem. Jeden wesoło śpiewał:
- Nie żartuj ze mnie Rav - odrzekł drugi - wiem że nawiązujesz do mojego ostatniego miejsca w konkursie piosenki w języku rosyjskim.
- Haha - chłopak zwany Rav'em śmiał się jeszcze głośniej - to było dopiero cyrk.
- No, ale to ja się śmiałem w teście na prawdziwego ninja. Zdobyłem o dwa punkty więcej. Wielki Rav ze mną przegrał. Haha.
- E tam. Ale to że wybrali nas do wielkiego projektu ochrony Ziemi, to był dopiero szok. Uznali nas za najlepszych wojowników na świecie! Rozumiesz?
- Rozumiem, rozumiem - Wolak wyraźnie spoważniał - ta głupia wojna musi się wreszcie skończyć. A pomyśleć że zaczęło się od jednej śmierci. Śmierci prezydenta USA. Wtedy zaczęto tworzyć lepsze bomby atomowe. Aż wreszcie powstały Mobile Suit. Roboty sterowane przez człowieka to wspaniała sprawa. A Mobile Dolls, czyli maszyny o sztucznej inteligencji jeszcze lepsze! Ale i to i to nie ma szans w starciu z Gundamem.
- Racja - Rav zaczął marzyć - Gundam to dopiero coś! Jest tylko pięć takich na świecie.
- I trzy w naszym posiadaniu! Musimy wygrać wojne - Wolak spojrzał na trójkątny przedmiot przypominający zegarek - jesteśmy spóźnieni. Dzisiaj nam powiedzą jak mamy uchronić ten świat! Nie mogę się doczekać.
Dwaj koledzy weszli do wielkiego, okrągłego, szklanego budynku. Wygląał on jak szkoła. Po korytarzach biegały małe dzieciaki a ściany podpierała młodziesz w wieku Rav'a i Wolaka. Co kilka kroków widać było drzwi. Najprawdopodobniej były to drzwi do klas. Jedne były uchylone. Słychać było gruby głos nauczyciela:
- Wielka Wojna rozpoczęła się od zamachu na prezydenta państwa zwanego kiedyś USA. Teraz jest to siedziba Zakonu Ukresu. Jak wiecie świat podzielił się przez wojne na dwie części. Państwo Walczące - czyli nas. Nasze siedziby mieszczą się na terenach dawnej Azji, Afryki i Europy. A Oni zamieszkują Australie i Ameryki. Wkrótce nasi wrogowie przyjęli nazwę Zakon Ukresu. Wielbią oni boga Keynana. Potężnego demona zła, który oczywiście nie istnieje. Codziennie oddają mu kogoś, jakąś ofiare.
Zazwyczaj są to nasi ludzie, ale jak takowych nie posiadają ktoś z nich musi sie poświęcić. Przed śmiercią ofiara jest torturowana. Tak powiedział nam jedyny człowiek, któy z tamtąd uciekł. Niestety chwilę później zmarł...Wojna była wyrównana aż nasze oddziały wyrószyły na front w MS czyli robotach sterowanych przez człowieka. I to nie byle jakich robotach. Mają ok. 16 metrów wysokości. Zdobyliśmy przewagę, ale Zakon skonstruował MD czyli te same roboty, sterowane jednak przez komputer. A
wiadomo że komputer jest szybszy od człowieka. I tak siły się wyrównały. Nasze siły w kosmosie zdobyły bardzo rzadki metal zwany Gundamem. Zrobiono z niego pięć robotów. Dwa zostały nam skradzione, ale mamy jeszcze trzy. Ponoć Gundamy są znacznie potężniejsze od MS czy MD. Miejmy taką nadzieję...
- Hehe - uśmiechnął się Rav - pamiętam jak kilka lat temu i nam o tym mówiono.
Rav i Wolak stanęli przed metalowymi drzwiami. Odróżniały się od iinych, które były z drewna. Na środku drzwi przyczepiony był jakiś kalkulator czy coś podobnego. Wolak wstukał kod, a drzwi otworzyły się. Gdy przyjaciele minęli próg wrota automatycznie się zamknęły. Obaj podążyli długim korytażem, aż dotarli do małego pokoju. Po środku, na fotelu siedział stary męszczyzna. Rav i Wolak natychmiast stanęli na baczność.
- Spocznij - odezwał się człowiek - miło Was widzieć żołnierze. Przejdźmy od razu do rzeczy. Jako główny generał armii wybrałem was do bardzo ciężkiego zadania. Od was będą zależały losy wojny - na te słowa przyjaciele poczuli lekki dreszczyk emocji, ale także uczucie strachu - widzicie te drzwi na prawo? Otwórzcie je. Tam spotkacie Dr.Pagera. On pokaże wam co macie robić.
Bohaterowie otworzyli owe drzwi a ich oczom ukazał się przeogromny pokój. Nie, tego nie można nazwać pokojem. Ogromna sala. W okół kręciły się setki naukowców pracujących przy tysiącach MS.
- Hej - usłyszeli głos obok siebie - nazywam się Dr. Pager. Chyba wiecie co mam wam pokazać? Za mną!
Przyjaciele wędrowali przez kilka grubych minut. Po drodze podziwiali te same widoki. Naukowców i roboty. Aż wreszcie ich uwaga skierowała się na trzy roboty, jednak schowane pod płachtą.
- Oto wasze zadanie - powiedział Doktor - macie pilotować te roboty!
Płachty zostały ściągnięte. Rav i Wolak zobaczyli trzy, piękne, wielkie roboty. Były to Gundamy! Dokrot wkazał na pierwszego od lewej.
- Oto Gundam Heavyarms. Wyposażony w wiele dział, rakiet i karabinów maszynowcyh. Doskonały do walki na odległość. Jednak gdy chcesz powalczyć wręcz pozostaje Ci niewielkie ostrze na prawym ramieniu. Ten z prawej to Altron. Na jego wyposażenie składają się dwa wydłużane ramienia zakończone czymś w rodzaju głowy smoka z ostrymi kłami na końcu, cztery miotacze ognia oraz włócznie z podwójnym ostrzem. Ostatni z Gundamów to Sandrock z dwoma ostrzami, wyglądającymi jak sierpy. Poza tym Gundamy są
niewykrywalne dla radarów (wszystko to prawdziwe informacje o gundamach z Gundam Wing - dopisek autora). Rav - Ty pierwszy. Dla Ciebie przygotowany jest Sandrock. Odbyłeś kurs pilota więc powinieneś sobie poradzić. Pomoże Ci na pewno Twoja niesamowita siła. Z Tobą Wolak jest tak samo. Ty pilotujesz Heavyarms'a.
- Czyli...- mówił podniecony Rav - te maszyny są nasze...?
- Tak.
- Hahahahahahaha - zaśmiali się obaj, a Wolak dodał - ale bajer. Rozwalimy wszystkich.
- Ej - zauważył coś Rav - a kto jest pilotem Shenlonga. Wygląda on na najlepszego z Gundamów.
- Normalnie miał taką samą moc jak dwa pozostałe, jednak po przebudowaniu jest troche lepszy. Ale i tak o wszystkim decydują umiejętności pilota.
Przy okazji poznajcie pilota ostatniego z robotów.
Wolak i Rav spojrzeli za siebie. Dostrzegli wysokiego i przystojnego chłopaka o długich, czerwonych włosach. Ubrany był w czarne spodnie i takiego samego koloru bluze. Nie uśmiechał się, ale i tak wydawał się być wporządku.
- Cześć nazywam się Dae - powiedział nieznajomy.
- Eee...ja jestem Rav - uśmiechnął się nasz bohater - a to Wolak. Miło Cię poznać. "Od gościa czuć wielką moc. Jest chyba tak dobry jak ja i Wolak."
- Panowie - teraz musicie nauczyć się obsługiwać te roboty do perfekcji.
- Tak jest - odkrzyknęli Rav, Dae i Wolak.
<><><>
Minęło pięć lat. Od tego czasu trójka naszych bohaterów mocno zaprzyjazniła się. Jako piloci Gundamów dzielnie walczyli w każdej bitwie. Wszystko skończyło się jednak pewnego dnia. Na przeciw siebie stanęli dwaj piloci Zakonu w dwóch pozostałcyh Gundamach oraz Wolak i Dae. Walka zakończyła się zniszczeniem czterech robotów. W tym czasie Rav poprowadził ostatnią bitwe z Zakonem, tracąc przy tym Sandrocka. Jednak wojna się skończyła...nastał pokój...
***
- Zakon został zlikwidowany - powiedział do Kris'a Wolak - ale jeszcze malutkie grupy wielbią Keynana.
- Aha - Kris zatopiony był w swoich myślach - ale czemu Zakon Ukresu?
- Ponieważ przed złożeniem w ofierze, jesteś u kresu sił. Takie plotki chodziły kiedyś.
- Aha...nie no fajnie xD
(..............)
Szkoła już nie istniała. W miejscu gdzie kiedyś stała było widać tylko wielką dziurę po wybuchu. Powietrze jeszcze drgało. Wydawało sie że nikt żywy stąd nie wyszedł. Gdzieniegdzie leżały części ciał uczniów. Czasami jakaś ręka, a czasami noga...Ogień nie dotarł do lasu. Arti'emu, Bobercikowi i dziwnemu przybyszowi udało się uchronić owe zbiorowisko drzew. Ale za jaką cene. Tylko jedno dziwiło. Czuć było trzy małe Ki. Małe, ale zawsze Ki! Kilka drzew na obrzeżach lasu
leżało. Zostały wyłamane wraz z wybuchem. Z pod jednego wystawała jakaś ręka. Dwie długie ręce sięgnęły po pień i zrzuciły go z człowieka. Leżącym był Bobercik! A uratował go tajemniczy nieznajomy!
- Umm - ciężko sapał Robert - c..co się stało? Kim Ty jesteś? Gdzie Arti?
- Witam młody wojowniku. To ja pomogłem Wam w wykonaniu techniki. I dzięki umiejętności teleportacji przeniosłem Was tu. Ledwo, ale wszyscy żyjemy.
- Ale przecież ja ledwo oddycham, a Ty luzacko stoisz na nogach, choć masz tak samo małą Ki. Jak to robisz?
- Ki po prostu mam wyciszoną. A teraz koniec pytań - powiedział wojownik - czas poszukać Twojego przyjaciela!
Dwaj bohaterowie udali się w kierunku lasu. Po drodze mijali wiele drzew: stojących, ale także leżących. Nie było słychać dźwięków. Wszelka zwierzyna uciekła z tego miejsca. Na jednym z przewróconych drzew siedział Arti. A obok niego związani siedzieli Ziomster, vegetassj2 i gokussj2!!!........
Autorem tego odcinka jest Bobercik ja spr błedy i zmienilem kawalek
xD
- Wolak? - Kris nie mógł uwierzyć w to co słyszy - czy to ten Wolak? Ten dzięki któremu ja i Bobert jesteśmy w tej szkole?
- Tak - odpowiedział wojownik - to ja. Patrząc na Ciebie wiem że dobrze wybrałem.
- No, ale o czym gadaliście??? Jaki Gundamy? Co to Altron???
- Znaleść w sobie spokój musisz. Zaraz wszystkiego się dowiesz.
- Poczekaj - rzekł Wolak - ja mu to opowiem. Jestem mu winien wyjaśnienia. Więc nazywam się Wolak - zwrócił się do Krisa - i jestem jednym z trzech Wielkich Mistrzów tej szkoły. A Gundamy to wielkie roboty, których używało się w przeszłości. Było to tak...
***
Był ciepły, wiosenny wieczór. Dwóch chłopaków siedziało nad jeziorem. Jeden wesoło śpiewał:
- Haha - zaśmiał się jeden z przyjaciół - masz świetny głos Wolak.Szła, dzieweczka do laseczka
do zilonego, ha ha ha
do zilonego, ha ha ha
do zilonego
- Nie żartuj ze mnie Rav - odrzekł drugi - wiem że nawiązujesz do mojego ostatniego miejsca w konkursie piosenki w języku rosyjskim.
- Haha - chłopak zwany Rav'em śmiał się jeszcze głośniej - to było dopiero cyrk.
- No, ale to ja się śmiałem w teście na prawdziwego ninja. Zdobyłem o dwa punkty więcej. Wielki Rav ze mną przegrał. Haha.
- E tam. Ale to że wybrali nas do wielkiego projektu ochrony Ziemi, to był dopiero szok. Uznali nas za najlepszych wojowników na świecie! Rozumiesz?
- Rozumiem, rozumiem - Wolak wyraźnie spoważniał - ta głupia wojna musi się wreszcie skończyć. A pomyśleć że zaczęło się od jednej śmierci. Śmierci prezydenta USA. Wtedy zaczęto tworzyć lepsze bomby atomowe. Aż wreszcie powstały Mobile Suit. Roboty sterowane przez człowieka to wspaniała sprawa. A Mobile Dolls, czyli maszyny o sztucznej inteligencji jeszcze lepsze! Ale i to i to nie ma szans w starciu z Gundamem.
- Racja - Rav zaczął marzyć - Gundam to dopiero coś! Jest tylko pięć takich na świecie.
- I trzy w naszym posiadaniu! Musimy wygrać wojne - Wolak spojrzał na trójkątny przedmiot przypominający zegarek - jesteśmy spóźnieni. Dzisiaj nam powiedzą jak mamy uchronić ten świat! Nie mogę się doczekać.
Dwaj koledzy weszli do wielkiego, okrągłego, szklanego budynku. Wygląał on jak szkoła. Po korytarzach biegały małe dzieciaki a ściany podpierała młodziesz w wieku Rav'a i Wolaka. Co kilka kroków widać było drzwi. Najprawdopodobniej były to drzwi do klas. Jedne były uchylone. Słychać było gruby głos nauczyciela:
- Wielka Wojna rozpoczęła się od zamachu na prezydenta państwa zwanego kiedyś USA. Teraz jest to siedziba Zakonu Ukresu. Jak wiecie świat podzielił się przez wojne na dwie części. Państwo Walczące - czyli nas. Nasze siedziby mieszczą się na terenach dawnej Azji, Afryki i Europy. A Oni zamieszkują Australie i Ameryki. Wkrótce nasi wrogowie przyjęli nazwę Zakon Ukresu. Wielbią oni boga Keynana. Potężnego demona zła, który oczywiście nie istnieje. Codziennie oddają mu kogoś, jakąś ofiare.
Zazwyczaj są to nasi ludzie, ale jak takowych nie posiadają ktoś z nich musi sie poświęcić. Przed śmiercią ofiara jest torturowana. Tak powiedział nam jedyny człowiek, któy z tamtąd uciekł. Niestety chwilę później zmarł...Wojna była wyrównana aż nasze oddziały wyrószyły na front w MS czyli robotach sterowanych przez człowieka. I to nie byle jakich robotach. Mają ok. 16 metrów wysokości. Zdobyliśmy przewagę, ale Zakon skonstruował MD czyli te same roboty, sterowane jednak przez komputer. A
wiadomo że komputer jest szybszy od człowieka. I tak siły się wyrównały. Nasze siły w kosmosie zdobyły bardzo rzadki metal zwany Gundamem. Zrobiono z niego pięć robotów. Dwa zostały nam skradzione, ale mamy jeszcze trzy. Ponoć Gundamy są znacznie potężniejsze od MS czy MD. Miejmy taką nadzieję...
- Hehe - uśmiechnął się Rav - pamiętam jak kilka lat temu i nam o tym mówiono.
Rav i Wolak stanęli przed metalowymi drzwiami. Odróżniały się od iinych, które były z drewna. Na środku drzwi przyczepiony był jakiś kalkulator czy coś podobnego. Wolak wstukał kod, a drzwi otworzyły się. Gdy przyjaciele minęli próg wrota automatycznie się zamknęły. Obaj podążyli długim korytażem, aż dotarli do małego pokoju. Po środku, na fotelu siedział stary męszczyzna. Rav i Wolak natychmiast stanęli na baczność.
- Spocznij - odezwał się człowiek - miło Was widzieć żołnierze. Przejdźmy od razu do rzeczy. Jako główny generał armii wybrałem was do bardzo ciężkiego zadania. Od was będą zależały losy wojny - na te słowa przyjaciele poczuli lekki dreszczyk emocji, ale także uczucie strachu - widzicie te drzwi na prawo? Otwórzcie je. Tam spotkacie Dr.Pagera. On pokaże wam co macie robić.
Bohaterowie otworzyli owe drzwi a ich oczom ukazał się przeogromny pokój. Nie, tego nie można nazwać pokojem. Ogromna sala. W okół kręciły się setki naukowców pracujących przy tysiącach MS.
- Hej - usłyszeli głos obok siebie - nazywam się Dr. Pager. Chyba wiecie co mam wam pokazać? Za mną!
Przyjaciele wędrowali przez kilka grubych minut. Po drodze podziwiali te same widoki. Naukowców i roboty. Aż wreszcie ich uwaga skierowała się na trzy roboty, jednak schowane pod płachtą.
- Oto wasze zadanie - powiedział Doktor - macie pilotować te roboty!
Płachty zostały ściągnięte. Rav i Wolak zobaczyli trzy, piękne, wielkie roboty. Były to Gundamy! Dokrot wkazał na pierwszego od lewej.
- Oto Gundam Heavyarms. Wyposażony w wiele dział, rakiet i karabinów maszynowcyh. Doskonały do walki na odległość. Jednak gdy chcesz powalczyć wręcz pozostaje Ci niewielkie ostrze na prawym ramieniu. Ten z prawej to Altron. Na jego wyposażenie składają się dwa wydłużane ramienia zakończone czymś w rodzaju głowy smoka z ostrymi kłami na końcu, cztery miotacze ognia oraz włócznie z podwójnym ostrzem. Ostatni z Gundamów to Sandrock z dwoma ostrzami, wyglądającymi jak sierpy. Poza tym Gundamy są
niewykrywalne dla radarów (wszystko to prawdziwe informacje o gundamach z Gundam Wing - dopisek autora). Rav - Ty pierwszy. Dla Ciebie przygotowany jest Sandrock. Odbyłeś kurs pilota więc powinieneś sobie poradzić. Pomoże Ci na pewno Twoja niesamowita siła. Z Tobą Wolak jest tak samo. Ty pilotujesz Heavyarms'a.
- Czyli...- mówił podniecony Rav - te maszyny są nasze...?
- Tak.
- Hahahahahahaha - zaśmiali się obaj, a Wolak dodał - ale bajer. Rozwalimy wszystkich.
- Ej - zauważył coś Rav - a kto jest pilotem Shenlonga. Wygląda on na najlepszego z Gundamów.
- Normalnie miał taką samą moc jak dwa pozostałe, jednak po przebudowaniu jest troche lepszy. Ale i tak o wszystkim decydują umiejętności pilota.
Przy okazji poznajcie pilota ostatniego z robotów.
Wolak i Rav spojrzeli za siebie. Dostrzegli wysokiego i przystojnego chłopaka o długich, czerwonych włosach. Ubrany był w czarne spodnie i takiego samego koloru bluze. Nie uśmiechał się, ale i tak wydawał się być wporządku.
- Cześć nazywam się Dae - powiedział nieznajomy.
- Eee...ja jestem Rav - uśmiechnął się nasz bohater - a to Wolak. Miło Cię poznać. "Od gościa czuć wielką moc. Jest chyba tak dobry jak ja i Wolak."
- Panowie - teraz musicie nauczyć się obsługiwać te roboty do perfekcji.
- Tak jest - odkrzyknęli Rav, Dae i Wolak.
<><><>
Minęło pięć lat. Od tego czasu trójka naszych bohaterów mocno zaprzyjazniła się. Jako piloci Gundamów dzielnie walczyli w każdej bitwie. Wszystko skończyło się jednak pewnego dnia. Na przeciw siebie stanęli dwaj piloci Zakonu w dwóch pozostałcyh Gundamach oraz Wolak i Dae. Walka zakończyła się zniszczeniem czterech robotów. W tym czasie Rav poprowadził ostatnią bitwe z Zakonem, tracąc przy tym Sandrocka. Jednak wojna się skończyła...nastał pokój...
***
- Zakon został zlikwidowany - powiedział do Kris'a Wolak - ale jeszcze malutkie grupy wielbią Keynana.
- Aha - Kris zatopiony był w swoich myślach - ale czemu Zakon Ukresu?
- Ponieważ przed złożeniem w ofierze, jesteś u kresu sił. Takie plotki chodziły kiedyś.
- Aha...nie no fajnie xD
(..............)
Szkoła już nie istniała. W miejscu gdzie kiedyś stała było widać tylko wielką dziurę po wybuchu. Powietrze jeszcze drgało. Wydawało sie że nikt żywy stąd nie wyszedł. Gdzieniegdzie leżały części ciał uczniów. Czasami jakaś ręka, a czasami noga...Ogień nie dotarł do lasu. Arti'emu, Bobercikowi i dziwnemu przybyszowi udało się uchronić owe zbiorowisko drzew. Ale za jaką cene. Tylko jedno dziwiło. Czuć było trzy małe Ki. Małe, ale zawsze Ki! Kilka drzew na obrzeżach lasu
leżało. Zostały wyłamane wraz z wybuchem. Z pod jednego wystawała jakaś ręka. Dwie długie ręce sięgnęły po pień i zrzuciły go z człowieka. Leżącym był Bobercik! A uratował go tajemniczy nieznajomy!
- Umm - ciężko sapał Robert - c..co się stało? Kim Ty jesteś? Gdzie Arti?
- Witam młody wojowniku. To ja pomogłem Wam w wykonaniu techniki. I dzięki umiejętności teleportacji przeniosłem Was tu. Ledwo, ale wszyscy żyjemy.
- Ale przecież ja ledwo oddycham, a Ty luzacko stoisz na nogach, choć masz tak samo małą Ki. Jak to robisz?
- Ki po prostu mam wyciszoną. A teraz koniec pytań - powiedział wojownik - czas poszukać Twojego przyjaciela!
Dwaj bohaterowie udali się w kierunku lasu. Po drodze mijali wiele drzew: stojących, ale także leżących. Nie było słychać dźwięków. Wszelka zwierzyna uciekła z tego miejsca. Na jednym z przewróconych drzew siedział Arti. A obok niego związani siedzieli Ziomster, vegetassj2 i gokussj2!!!........
Autorem tego odcinka jest Bobercik ja spr błedy i zmienilem kawalek
Ostatnio zmieniony pn sty 22, 2007 7:49 pm przez Kris, łącznie zmieniany 1 raz.


1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
Dla mnie bomba
, szkoda, że nie opisaliście walk gundamów zresztą nieważne. Troche przy krótki ten odcinek ale "ciąg dalszy nastąpi"
[ Dodano: Pon Sty 22, 2007 7:06 pm ]
Nawiązując do tej wypowiedzi
[ Dodano: Pon Sty 22, 2007 7:06 pm ]
Nawiązując do tej wypowiedzi
ja bym nie powiedział "wepchnąć", trochę źle się kojarzy, raczej zgłosićSonGohan pisze:hej a czy mnie też by się jakoś dało wepchnąć
Dzięki za dobrą opinierazz pisze:Dla mnie bomba, szkoda, że nie opisaliście walk gundamów zresztą nieważne. Troche przy krótki ten odcinek ale "ciąg dalszy nastąpi"
![]()
[ Dodano: Pon Sty 22, 2007 7:06 pm ]
Nawiązując do tej wypowiedzija bym nie powiedział "wepchnąć", trochę źle się kojarzy, raczej zgłosićSonGohan pisze:hej a czy mnie też by się jakoś dało wepchnąć

No no, został ostatni gundam, o ile się nie myle - może nie oglądałem za dużo Gundamów, ale jeden odcinek jakiejś serii był i naprawde wiem, jakie potężne są!
Do rzeczy: Odcinek ciekawy, czekam na następny, z chęcią się dowiem co się stanie dalej. Mam nadzieję, że następny odcinek powstanie szybko ^^
Do rzeczy: Odcinek ciekawy, czekam na następny, z chęcią się dowiem co się stanie dalej. Mam nadzieję, że następny odcinek powstanie szybko ^^
Odcinek 7 : "Razz"
- No wreszcie jesteś - powiedział Arti, co chwila zerkając z wrogością na Ziomstera i ekipę - co tak długo? Myślałem że ta łajza szybciej Cię przyprowadzi.
- Łajza - zdziwił się Robert - Arti, znasz go?
- Dawno się nie widzieliśmy przyjacielu - rzekł wojownik - widzę że zrobiłeś ogromne postępy. Jednak jak zawsze musiałem Ci pomóc.
- Nie jestem Twoim przyjacielem, wbij to sobie to łba - warknął Arti - Robert, ten tu to były uczeń w szkole. Nazywa się Razz.
***
Nad wielką rzeką stały trzy osoby. Dwójka wyglądała na nastolatków, przed nimi siedział człowiek znacznie starszy o potężnej posturze.
- Serdecznie Was witam - rzekł największy - z najlepszymi uczniami lekcję prowadzić lubię.
- Witam Mistrzu Rav - powiedział jeden z dzieciaków - to zaszczyt być trenowanym przez pana.
- Cześć wujku - z uśmiechem rzekł drugi.
- Miło Arti Cię widzieć - Rav zwrócił się do pierwszego z uczniów, jednak sekundę później zmienił "przedmiot zainteresowania" - Razz siostrzeniec mój jedyny. Wspaniały z Ciebie wojownik wyrośnie. Ucznia lepszego nigdy nie miałem.
Złość gotowała się na twarzy chłopaka o imieniu Arti. Zawsze Razz był lepiej traktowany. Zdecydowanie to pupilek Rav'a. <...> Minęła godzina treningu...
- Pięknie walczyliście - rzekł Rav - lecz teraz do szkoły udam się. Za godzinę tu wrócę. W czasie tym odpocznijcie.
Rav oddalił się a chwilę później zniknął za drzewami, które otaczały rzekę. Dwójka uczniów spojrzała na siebie z niechęcią.
- I co się tak gapisz palancie - krzyknął Arti.
- Uspokój się przyjacielu - odrzekł spokojnie Razz - po co się tak denerwować. Za kilka lat będziesz tak dobry jak ja.
- Zamknij się! - Arti tracił panowanie nad sobą - jesteś lepszy tylko dlatego że Rav inaczej Cię traktuje!!!
- Tak myślisz? Jak dla mnie to zwykła zazdrość.
Dla Arti'ego było to za dużo. Bohater podbiegł do kolegi i potężnie walnął go w twarz. Ten cofnął się o kilka kroków, starł krew z twarzy i uśmiechnął się.
Użył sztuki teleportacji i znalazł się z Arti'm. Wojownik ledwo co uniknął ciosu i sam uderzył. Trwało to trochę czasu, aż Razz postanowił wykorzystać teren i pobiegł w głąb lasu. Zdenerwowany Arti podążył za nim. Gonił rywala, jednak w pewnym momencie go zgubił. Zatrzymał się, skoncentrował i próbował wyczuć Ki...nic z tego. Perfekcyjna pustka. W ten Razz pojawił się obok Arti'ego i kopnął go w brzuch. Bohater wytrzymał ból i oddał jeszcze mocniej. Przynajmniej miał taki zamiar. Razz'a już nie było w miejscu w którym stał. Nagle pojawił się, zadał cios i znowu uciekł. I tak wkółko. Arti ledwo utrzymywał się na nogach. W końcu, cały zakrwawiony, upadł na ziemię. Razz podniósł go i trzymając na plecach teleportował się nad rzekę. Wrzucił Arti'ego do wody. Ten oprzytomniał i szybko z niej wyskoczył.
- Nie ma sensu dalej walczyć - rzekł spokojnie Razz - obaj wiemy kto jest silniejszy...
***
- I tak poznałem Twojego Mistrza Boberciku - powiedział Razz.
- Aha. Czyli wszystko jasne - Bobercik z uśmiechem popatrzył na towarzyszy - czyli teraz jeden rzuci się na drugiego i się pozabijacie?
- Nie martw się - odrzekł nowy bohater - teraz to teleportuje nas i tych trzech do Rav'a i reszty.
I sekundę później Arti, Bobercik i Razz patrzyli na Rav'a, Wolaka i Kris'a , którzy byli zbyt zajęci rozmową aby zauważyć ich przybycie .
W tej chwili Arti zerwał się jak wściekły i zaczął wrzeszczeć :
- Ty!! co ty ty kur** robisz !! co?! - krzyczał Arti
- Też cie Witam Arti - odpowiedział spokojnie Wolak
W tym czasie Razz podbiegł do Rava który niemiał siły , aby stać o własnych siłach , a Bobercik poszedł do Kris'a , który jak widać było , że jest troszeczkę sparaliżowany tym co usłyszał.
- Kris !! żyjesz ?? - powiedział Bobercik potrząsając raz za razem swojego kolegę - odezwij sie bo w łeb dostaniesz
- co?? gdzie?? - mówił rozkojarzony Kris - aaa to ty jak dobrze cie widzieć nawet nie domyślasz się co tu się działo
Bobercik nic nie odpowiedział bo wiedział co się stało ze szkołą , a teraz obydwoje spojrzeli w kierunku Rava.
-ehe ehe ehe uczniowie moi drodzy jak już wiecie szkoła istnieć przestała - powiedział z żalem Rav - nadeszły trudne czasy dla szkoły lecz poddać się nie możemy
- tak - wtrącił się Wolak - jeśli naprawde wam zależy na pokoju to bedziemy musieli zacząć trenować i to.......
W tej chwili Razz przerwał Wolakowi zdanie i powiedział
- zapominamy o tych 3 debilach co podpalili szkołe - powiedział z rozwagą
- ta - rzekł Wolak - wszyscy w koło i za ręce
Wszyscy tak zrobili , jednak Kris i Bobercik ciągle przejmowali się stanem Rava który był odrętwiały z bólu , lecz nie pokazywał tego po sobie .
***
-Cholera !! - krzyczał Vegeta ssj2 - jak mogliśmy się dać złapać jakiemuś łochowi
-Cicho siedź i myśl jak wyjść z tego - wydarł się Goku ssj2
- e chłopaki a scyzoryk się przyda? bo mam w kieszeni - spytał się Ziomster
-BAKA!!!!!- krzyczeli Vegeta i Goku ssj2 - dawaj to !!
Goku ssj2 w tym czasie oswobodził jedną rękę i włożył ją do kieszeni Ziomstera poczym wyjął scyzoryk i zaczął przecinać liny , którymi był związany .
Mineła godzina , a Goku ssj2 wreszcie przeciął liny , a zarazem oswobodził swoich towarzyszy.
-No !! wreszcie wynośmy się z tąd - powiedział Vegeta ssj2 poczym pobiegł przed siebie , a po chwili wylądował na drzewie na którym był uwiązany wcześniej .
-Co jest?- zdziwił sie Ziomster i upadł
- Wy jesteście durni - powiedział nieznajomy - nie dosyć że zniszczyliście szkołe to i przebaczenie tą ucieczką
- kim jesteś!? - krzyknął Goku ssj2
Postać wyszła z cienia i powoli podchodziła to goku ssj2
- po co ci to ?- powiedział nieznajomy poczym uderzył Goku ssj2 , który zemdlał
Cała trójka po przebudzeniu byli znów związani na drzewie , a nieznajomy usiadł na pniu tóż koło nich.
Odcinek krótki z kilku przyczyn , których niestety nie mogę podać
- No wreszcie jesteś - powiedział Arti, co chwila zerkając z wrogością na Ziomstera i ekipę - co tak długo? Myślałem że ta łajza szybciej Cię przyprowadzi.
- Łajza - zdziwił się Robert - Arti, znasz go?
- Dawno się nie widzieliśmy przyjacielu - rzekł wojownik - widzę że zrobiłeś ogromne postępy. Jednak jak zawsze musiałem Ci pomóc.
- Nie jestem Twoim przyjacielem, wbij to sobie to łba - warknął Arti - Robert, ten tu to były uczeń w szkole. Nazywa się Razz.
***
Nad wielką rzeką stały trzy osoby. Dwójka wyglądała na nastolatków, przed nimi siedział człowiek znacznie starszy o potężnej posturze.
- Serdecznie Was witam - rzekł największy - z najlepszymi uczniami lekcję prowadzić lubię.
- Witam Mistrzu Rav - powiedział jeden z dzieciaków - to zaszczyt być trenowanym przez pana.
- Cześć wujku - z uśmiechem rzekł drugi.
- Miło Arti Cię widzieć - Rav zwrócił się do pierwszego z uczniów, jednak sekundę później zmienił "przedmiot zainteresowania" - Razz siostrzeniec mój jedyny. Wspaniały z Ciebie wojownik wyrośnie. Ucznia lepszego nigdy nie miałem.
Złość gotowała się na twarzy chłopaka o imieniu Arti. Zawsze Razz był lepiej traktowany. Zdecydowanie to pupilek Rav'a. <...> Minęła godzina treningu...
- Pięknie walczyliście - rzekł Rav - lecz teraz do szkoły udam się. Za godzinę tu wrócę. W czasie tym odpocznijcie.
Rav oddalił się a chwilę później zniknął za drzewami, które otaczały rzekę. Dwójka uczniów spojrzała na siebie z niechęcią.
- I co się tak gapisz palancie - krzyknął Arti.
- Uspokój się przyjacielu - odrzekł spokojnie Razz - po co się tak denerwować. Za kilka lat będziesz tak dobry jak ja.
- Zamknij się! - Arti tracił panowanie nad sobą - jesteś lepszy tylko dlatego że Rav inaczej Cię traktuje!!!
- Tak myślisz? Jak dla mnie to zwykła zazdrość.
Dla Arti'ego było to za dużo. Bohater podbiegł do kolegi i potężnie walnął go w twarz. Ten cofnął się o kilka kroków, starł krew z twarzy i uśmiechnął się.
Użył sztuki teleportacji i znalazł się z Arti'm. Wojownik ledwo co uniknął ciosu i sam uderzył. Trwało to trochę czasu, aż Razz postanowił wykorzystać teren i pobiegł w głąb lasu. Zdenerwowany Arti podążył za nim. Gonił rywala, jednak w pewnym momencie go zgubił. Zatrzymał się, skoncentrował i próbował wyczuć Ki...nic z tego. Perfekcyjna pustka. W ten Razz pojawił się obok Arti'ego i kopnął go w brzuch. Bohater wytrzymał ból i oddał jeszcze mocniej. Przynajmniej miał taki zamiar. Razz'a już nie było w miejscu w którym stał. Nagle pojawił się, zadał cios i znowu uciekł. I tak wkółko. Arti ledwo utrzymywał się na nogach. W końcu, cały zakrwawiony, upadł na ziemię. Razz podniósł go i trzymając na plecach teleportował się nad rzekę. Wrzucił Arti'ego do wody. Ten oprzytomniał i szybko z niej wyskoczył.
- Nie ma sensu dalej walczyć - rzekł spokojnie Razz - obaj wiemy kto jest silniejszy...
***
- I tak poznałem Twojego Mistrza Boberciku - powiedział Razz.
- Aha. Czyli wszystko jasne - Bobercik z uśmiechem popatrzył na towarzyszy - czyli teraz jeden rzuci się na drugiego i się pozabijacie?
- Nie martw się - odrzekł nowy bohater - teraz to teleportuje nas i tych trzech do Rav'a i reszty.
I sekundę później Arti, Bobercik i Razz patrzyli na Rav'a, Wolaka i Kris'a , którzy byli zbyt zajęci rozmową aby zauważyć ich przybycie .
W tej chwili Arti zerwał się jak wściekły i zaczął wrzeszczeć :
- Ty!! co ty ty kur** robisz !! co?! - krzyczał Arti
- Też cie Witam Arti - odpowiedział spokojnie Wolak
W tym czasie Razz podbiegł do Rava który niemiał siły , aby stać o własnych siłach , a Bobercik poszedł do Kris'a , który jak widać było , że jest troszeczkę sparaliżowany tym co usłyszał.
- Kris !! żyjesz ?? - powiedział Bobercik potrząsając raz za razem swojego kolegę - odezwij sie bo w łeb dostaniesz
- co?? gdzie?? - mówił rozkojarzony Kris - aaa to ty jak dobrze cie widzieć nawet nie domyślasz się co tu się działo
Bobercik nic nie odpowiedział bo wiedział co się stało ze szkołą , a teraz obydwoje spojrzeli w kierunku Rava.
-ehe ehe ehe uczniowie moi drodzy jak już wiecie szkoła istnieć przestała - powiedział z żalem Rav - nadeszły trudne czasy dla szkoły lecz poddać się nie możemy
- tak - wtrącił się Wolak - jeśli naprawde wam zależy na pokoju to bedziemy musieli zacząć trenować i to.......
W tej chwili Razz przerwał Wolakowi zdanie i powiedział
- zapominamy o tych 3 debilach co podpalili szkołe - powiedział z rozwagą
- ta - rzekł Wolak - wszyscy w koło i za ręce
Wszyscy tak zrobili , jednak Kris i Bobercik ciągle przejmowali się stanem Rava który był odrętwiały z bólu , lecz nie pokazywał tego po sobie .
***
-Cholera !! - krzyczał Vegeta ssj2 - jak mogliśmy się dać złapać jakiemuś łochowi
-Cicho siedź i myśl jak wyjść z tego - wydarł się Goku ssj2
- e chłopaki a scyzoryk się przyda? bo mam w kieszeni - spytał się Ziomster
-BAKA!!!!!- krzyczeli Vegeta i Goku ssj2 - dawaj to !!
Goku ssj2 w tym czasie oswobodził jedną rękę i włożył ją do kieszeni Ziomstera poczym wyjął scyzoryk i zaczął przecinać liny , którymi był związany .
Mineła godzina , a Goku ssj2 wreszcie przeciął liny , a zarazem oswobodził swoich towarzyszy.
-No !! wreszcie wynośmy się z tąd - powiedział Vegeta ssj2 poczym pobiegł przed siebie , a po chwili wylądował na drzewie na którym był uwiązany wcześniej .
-Co jest?- zdziwił sie Ziomster i upadł
- Wy jesteście durni - powiedział nieznajomy - nie dosyć że zniszczyliście szkołe to i przebaczenie tą ucieczką
- kim jesteś!? - krzyknął Goku ssj2
Postać wyszła z cienia i powoli podchodziła to goku ssj2
- po co ci to ?- powiedział nieznajomy poczym uderzył Goku ssj2 , który zemdlał
Cała trójka po przebudzeniu byli znów związani na drzewie , a nieznajomy usiadł na pniu tóż koło nich.
Odcinek krótki z kilku przyczyn , których niestety nie mogę podać


1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >





