[ Dodano: Sro Sty 31, 2007 2:30 pm ]
Wstęp
W pewnym skromnym domku na uboczu mieszkała rodzina. W tej rodzinie chłopcy dziedziczyli pewne moce po swoich ojcach. Każda umiejętność była inna. Ta opowieść będzie o trzech braciach, którzy właśnie taką moc posiadali.
Odcinek 1 – Rzeź.
Późnym piątkowym wieczorem trzej bracia: Treyu, Rast i Bobert siedzieli na swoich łóżkach rozmawiając o różnych sprawach. Głownie toczyło się o miłość Rasta do pewnej koleżanki z klasy. Treyu i Bobert cały czas wypytywali o nią. W pewnym momencie do pokoju chłopców wszedł ojciec całej trójki.
- Czas spać. Jutro nie idziecie do szkoły, ponieważ będzie to wasz wielki dzień. – powiedział z uśmiechem.
- Genialnie! – krzyknęli zgodnie. – Ale na czym ten ważny dzień ma polegać? – Wtrącił Treyu.
- Wszystko w swoim czasie, a teraz spać, bo musicie wstać rano! – powiedział gasząc światło i zamykając drzwi.
- Ale szajs – powiedział Rast kładąc się do łóżka. – Ciekawe co będziemy robić?
- Nie wiem, ale lepiej idźmy kimać, bo się nie wyśpimy, dobranoc. – powiedział Bobert.
Po tym wszystkim nastała cisza, a chłopcy zapadli w mocny sen. Nie wiedzieli, co tak naprawdę kryją w sobie. Nie mieli również zielonego pojęcia o tym, że ich dom jest obserwowany. Na wzgórzu nieopodal stało dziesięć postaci. Byli to dobrze wyszkoleni w swym fachu zabójcy. Czekali w cieniu, aż ostatnie światło zgasło w oknach obserwowanego domu. Zwinnym ruchem wyskoczyli zza pagórka szybko dostali się pod okna budynku. Jeden z nich wskoczył na kompana i dostał się pod parapet okna sypialni rodziców. Momentalnie wskoczył na parapet. Wyjął z kieszeni mały nożyk i delikatnie podważył zawiasy. Powoli wysunął okiennicę i uchylił ją, aby można było przez otwór przejść. Wślizgnął się do pokoju, a za nim jeden po drugim wchodzili jego kompanie. Zabójca wyciągnął sztylet i bezszelestnie dostał się pod łóżko. Złożył ręce w kształt krzyża i sztylet zajarzył się płomieniem. Wbił ostrze w ciało jednego ze śpiących. Mimo przebicie i palącej się pościeli śniąca postać nawet nie krzyknęła. Jeden z morderców odkrył kołdrę, a tam leżały cztery torby.
- Zasadzka! – krzyknął do kompanów.
Momentalnie z wielkiej szafy wyskoczył mężczyzna. Przez drzwi wpadło następnych dwóch. Wyciągnęli swoje dwustronne sztylety i rozpoczęła się walka. Ruchy przeciwników były na tyle szybkie, że trudno było cokolwiek dostrzec. Nagle jeden z domowników pchnął mordercę w brzuch i jakaś energia wyrzuciła zabójcę przez okno. Padł martwy poprzebijany szkłem. Dumny z siebie nie zauważył, że jeden z zabójców zakradł się za nim. Sztylet gładko wbił się w bok człowieka. Morderca podsunął się bliżej, by umierający domownik mógł usłyszeć jego słowa.
- Twoje dzieci też to czeka.
Martwe ciało osunęło się z rąk zabójcy, który wyciągnąwszy broń powrócił do walki. Obrońcy byli spychani w głąb pomieszczenia. Walka była tak zacięta, że nikt nie zauważył płonącego łóżka. Oczywiście dopóki ogień nie sięgnął dalej. Przewodnik asasynów wykorzystał sytuację. Wyciągnął dwa shurikeny i rzucił w podstawę drzwi, które z napływu płomieni i trafione gwiazdkami zawaliły się...
W międzyczasie...
Chłopcy obudzili się. Usłyszeli trzask okna i czuli dym. Do pokoju wskoczyła postać.
- Musicie uciekać! – powiedział wyciągając chłopców z łóżek.
Mężczyzna był sporej postury więc pochwycenie młodzików nie było dla niego problemem. Wybiegł na korytarz, drzwi do pomieszczenia walki były zawalone. To była okazja ucieczki z walącego się domu. Zeskoczył szybko na niższe piętro i ramieniem wyważył drzwi frontowe. Pobiegł w las nieopodal...
Biegł przed siebie tak długo, aż widok zgliszczy domu nie zniknął w widoku. Wtedy dopiero postawił ciągle oszołomionych chłopców na ziemi.
- Wszyscy cali? – spytał.
- Co? Jak? I... i właściwie kim ty jesteś i co się tu dzieje? – mówił Treyu.
- Heh na wyjaśnienia przyjdzie czas, a co do mojego imienia – nie jest wam potrzebne, mówcie mi AnimKing. Teraz jednak muszę was zabrać do siebie i dokończyć wasze przeznaczenie.
- Jakie kurde znowu przeznaczenie?! – spytał Rast nic nie rozumiejąc.
- Wszystko w swoim czasie... A teraz chodźcie
Chłopcy nie widząc innego wyjścia poszli za rosłym mężczyzną...




