Live free or die hard
Moderator: Moderatorzy
Streszczenie odcinka 5
Rav ponownie znalazł się w dziwnym białym pomieszczeniu. Razem z nim znajdowali się tam również Bobercik i Kris, którzy odkryli ciało Oniera, władcy nowej planety Vegeta. Dzięki pomocy dwóch towarzyszy wszyscy wydostali się na zewnątrz. Rav zaczął podejrzewać Segrona i jego towarzysza o rozpętanie wojny i chęci podstępnego zdobycia władzy. Gdy dotarł na miejsce zastał ich dwóch oraz Sestera. Po krótkiej rozmowie z Segronem, ten zniknął pozostawiając po sobą hologram. W pokoju rozległo się ciche pikanie…
Wstęp…
Rav otworzył oczy. Nie wiedział co widzi. Wszędzie panowała biel, a jasne, niczym słońce, lampy zamontowane na suficie mąciły mu wzrok. Przymrużył oczy i lekko obrócił głowę. Zauważył rozmazaną postać starszego mężczyzny w długich czerwonych szatach. Znał go… Miał przed sobą Bobercika.
Minął pełny rok…
Odcinek 6
„Magowie z Ziemi”
Miasto nie było już kolorowe i tętniące życiem. Gdzie tylko nie spojrzeć rozlegała się szarość i ciężka rzeczywistość przytłaczająca uczciwych mieszkańców miasta Atrix.
- Byłem kiedyś wielkim wojownikiem…Ale ja się tu nie dostałem sam…Bo ktoś mi to… - bełkotał ledwo trzeźwy Rav.
- Hahaha! Ty wielkim wojownikiem. Spójrz tylko na siebie! – śmiali się inne pijaczki, których Saiyan dopiero co poznał. Odkąd Rav odkrył, że Segron nie jest tym, za kogo się uważał chodził od baru do baru pijąc litrami najmocniejsze trunki przeznaczone tylko dla najtwardszych. Nie pamiętał, co się działo przez ostatni rok, który upłynął mu pod znakiem kieliszka, narkotyków i takich prostytutek. Dawne siły opuszczały Rav’a w miarę jak coraz bardziej schodził na psy. Pieniądze dawno mu się skończyły także zdobywał to, co chciał siłą, przez co często musiał uciekać przed elitarnymi oddziałami wojsk Segrona. Tak było i tym razem. Szarość coraz bardziej wypełniała życie, niegdyś wielkiego, wojownika. Rav wyszedł z baru o nic nie mówiącej nazwie i ruszył przed siebie szukając jakiegoś schronienia szczypiącym mrozem zimnej nocy. Nie mógł opuścić miasta, nie mógł przebywać w tłumie. Żył w cieniu z nadzieją, że dawni wrogowie nie przypomną sobie o jego wyczynach i o nim samym. Co chwilę przez główne ulice przechodzili ubrani na czarno żołnierze ze znakiem „S&S” na plecach. Ich najbardziej się bał. Chciał pozostać anonimowy. Doszedł wreszcie do ciemnego, obiecująco zapowiadającego się, zaułka. Oparł się o ścianę starając opanować mętlik i kręcenie w głowie. Nagle spostrzegł mężczyznę, który pod osłoną cienia szedł w jego kierunku. Gdy postać wyszła spod osłony nocy, Rav uświadomił sobie, że widzi Bobercika, którego poznał dawno temu i który w niewytłumaczalny sposób wplótł swoją osobę w życie Saiyana. Kręcenie w głowie spowodowało, że upadł na ziemię. Poczuł smak krwi zmieszany ze smakiem taniego wina. Wysoki mężczyzna w długim ciemno czerwonym płaszczu podszedł do Rav’a i uklęknął przy nim.
- Czas już nadszedł, przeszłość odeszła wraz z Twoim byłym „ja” – powiedział cicho Bobercik głaszcząc Saiyana po policzku.
- Odejdź……..nie znam Cię! Ja nic nie wiem! – krzyknął Rav pogrążony w paranoi oraz strachu.
- Spokojnie. Jesteś bezpieczny…teraz tak. – łagodnym tonem rzekł tajemniczy mężczyzna.
Złapał bohatera za ręce, po czym wyszeptał nieznaną formułę „Dable telpor saf”. Obaj zniknęli…
Rav widział siebie w ciemno czerwonych szatach podobnych do tych, jakie zwykł nosić Bobercik. Nie dostrzegał nikogo innego, tylko on i straszliwa ciemność panująca dookoła niego. „Jak się tu dostałem…anioły…upadłe anioły…miasto…Nie, nie wiem…hehehe…ja nic nie wiem…hahaha…śmierć…” słyszał w swojej głowie Saiyan. Był to jego głos, lecz on nic nie mówił. Stał i patrzył się w ciemność, znajdując się miedzy niebem a ziemią. Nagle, równie przeraźliwa jak ciemność, jasność rozerwała jego myśli.
Obudził się w wygodnym łóżku, nie pamiętając jak się tu znalazł. Przed nim stali Bobercik oraz Kris troskliwie patrząc się na Saiyana.
- Musisz kogoś poznać… - rzekł drugi z mężczyzn.
- Nie mam siły…nie jestem w stanie się podnieść – odpowiedział Rav odzyskawszy jasność umysłu.
Bobercik dał znak Krisowi, a ten podszedł do Rav’a i położył obie dłonie na jego ciele. Niebieska aura przeszła przez ciała wojowników i, natychmiastowo, Saiyanin poczuł się o wiele lepiej. O nic nie pytał. Zdał sobie sprawę, że nie zadaje się ze zwykłymi ludźmi. Szedł posłusznie, co chwilę mierząc obu wzrokiem. Ubrani byli identycznie. Długie ciemno czerwone płaszcze pasowały do ich cery oraz czarnych oczu. Szli przez ciemny korytarz oświetlany zaledwie kilkoma marnymi lampami. Doszli do wielkiej sali. Kris otworzył drewniane drzwi i oczom Saiyana ukazał się dziwny widok. Ujrzał wielką salę na końcu, której stał tron. Siedział na nim mężczyzna ubrany w takie same szaty jak Kris i Bobercik, tyle że z dodatkowymi złotymi ozdobami. Po lewicy i prawicy człowieka stało dwóch mężczyzn w obcisłych krwistoczerwonych uniformach i maskach. Rav niepewnie podszedł do mężczyzny i już chciał coś powiedzieć, gdy ten mu przerwał.
- Nazywają mnie Dragon Fist, a Ty zapewne jesteś Rav. – powiedział.
- Zgadza się…gdzie ja jestem i kim Wy jesteście? – spytał Saiyanin.
- Pozwolisz, że zacznę od drugiego pytania. Na naszej planecie, Ziemi, uważają nas za sektę, na niektórych planetach myślą, że jesteśmy ostatnimi potomkami wielkiego wojownika. My zaś, lubimy być nazywani Magami. – rzekł Dragon Fist.
- Magami? – Rav wydawał się rozbawiony – O Magach słyszałem jedynie w legendach. Nie wyczuwam od Was zbyt wielkiego KI – prychnął pewny siebie wojownik.
- Nasza moc wypływa ze wszystkich żywiołów, każdy z nich ma zalety i wady, każdy niszczy i może budować, każdy ma mocne i słabe punkty, lecz jeśli połączysz je wszystkie powstaje siła, nad które zapanować mogą tylko najwyżsi z naszego zakonu. Jeśli nam nie wierzysz, spróbuj uciec. – rzekł równie pewnie Mag.
Rav wykonał szybki ruch do tyłu i zaczął lecieć zygzakiem w stronę drzwi. Jeden ze sługusów stojących obok Dragon Fista wypuścił z ręki niebieski promień. Po chwili na nogach Saiyana powstała wielka bryła lodu, a ten runął na ziemię.
- Jak widzisz, naturę trudno pokonać. Dysponujemy magią lodu, ognia i wiatru. Nasza siła nie opiera się jednak nie tych mocach, lecz na naszej silnej woli. Tylko najlepsi mogą nie dać się skusić złej stronie i walczyć tylko na swoją korzyść. Ci jednak, którzy ośmielą się walczyć po stronie Zła, otrzymają moc ziemi oraz przywołania, moc wskrzeszania i nekromancji. Od człowieka zależy, którą drogą pójdzie. Wybierając z kolei drogę Dobra, pewnego dnia Mag jest w stanie zapanować nad połączonymi siłami trzech żywiołów i być silniejszym od kogokolwiek. – powiedział poważnie Dragon Fist.
- Ale dlaczego mi to wszystko mówisz? – spytał Rav.
- Wysłano nas tutaj, aby odnaleźć tego, który wie gdzie znajduję się koniec. Koniec Zła. Tutaj nastał początek i tutaj wszystko się zakończy – kontynuował swoją wypowiedź Mag.
- Ale co ja mam z tym wspólnego? – dopytywał się Saiyan.
- Wierzę, że właśnie go znaleźliśmy… - zakończył doniośle Dragon Fist.
Rav ponownie znalazł się w dziwnym białym pomieszczeniu. Razem z nim znajdowali się tam również Bobercik i Kris, którzy odkryli ciało Oniera, władcy nowej planety Vegeta. Dzięki pomocy dwóch towarzyszy wszyscy wydostali się na zewnątrz. Rav zaczął podejrzewać Segrona i jego towarzysza o rozpętanie wojny i chęci podstępnego zdobycia władzy. Gdy dotarł na miejsce zastał ich dwóch oraz Sestera. Po krótkiej rozmowie z Segronem, ten zniknął pozostawiając po sobą hologram. W pokoju rozległo się ciche pikanie…
Wstęp…
Rav otworzył oczy. Nie wiedział co widzi. Wszędzie panowała biel, a jasne, niczym słońce, lampy zamontowane na suficie mąciły mu wzrok. Przymrużył oczy i lekko obrócił głowę. Zauważył rozmazaną postać starszego mężczyzny w długich czerwonych szatach. Znał go… Miał przed sobą Bobercika.
Minął pełny rok…
Odcinek 6
„Magowie z Ziemi”
Miasto nie było już kolorowe i tętniące życiem. Gdzie tylko nie spojrzeć rozlegała się szarość i ciężka rzeczywistość przytłaczająca uczciwych mieszkańców miasta Atrix.
- Byłem kiedyś wielkim wojownikiem…Ale ja się tu nie dostałem sam…Bo ktoś mi to… - bełkotał ledwo trzeźwy Rav.
- Hahaha! Ty wielkim wojownikiem. Spójrz tylko na siebie! – śmiali się inne pijaczki, których Saiyan dopiero co poznał. Odkąd Rav odkrył, że Segron nie jest tym, za kogo się uważał chodził od baru do baru pijąc litrami najmocniejsze trunki przeznaczone tylko dla najtwardszych. Nie pamiętał, co się działo przez ostatni rok, który upłynął mu pod znakiem kieliszka, narkotyków i takich prostytutek. Dawne siły opuszczały Rav’a w miarę jak coraz bardziej schodził na psy. Pieniądze dawno mu się skończyły także zdobywał to, co chciał siłą, przez co często musiał uciekać przed elitarnymi oddziałami wojsk Segrona. Tak było i tym razem. Szarość coraz bardziej wypełniała życie, niegdyś wielkiego, wojownika. Rav wyszedł z baru o nic nie mówiącej nazwie i ruszył przed siebie szukając jakiegoś schronienia szczypiącym mrozem zimnej nocy. Nie mógł opuścić miasta, nie mógł przebywać w tłumie. Żył w cieniu z nadzieją, że dawni wrogowie nie przypomną sobie o jego wyczynach i o nim samym. Co chwilę przez główne ulice przechodzili ubrani na czarno żołnierze ze znakiem „S&S” na plecach. Ich najbardziej się bał. Chciał pozostać anonimowy. Doszedł wreszcie do ciemnego, obiecująco zapowiadającego się, zaułka. Oparł się o ścianę starając opanować mętlik i kręcenie w głowie. Nagle spostrzegł mężczyznę, który pod osłoną cienia szedł w jego kierunku. Gdy postać wyszła spod osłony nocy, Rav uświadomił sobie, że widzi Bobercika, którego poznał dawno temu i który w niewytłumaczalny sposób wplótł swoją osobę w życie Saiyana. Kręcenie w głowie spowodowało, że upadł na ziemię. Poczuł smak krwi zmieszany ze smakiem taniego wina. Wysoki mężczyzna w długim ciemno czerwonym płaszczu podszedł do Rav’a i uklęknął przy nim.
- Czas już nadszedł, przeszłość odeszła wraz z Twoim byłym „ja” – powiedział cicho Bobercik głaszcząc Saiyana po policzku.
- Odejdź……..nie znam Cię! Ja nic nie wiem! – krzyknął Rav pogrążony w paranoi oraz strachu.
- Spokojnie. Jesteś bezpieczny…teraz tak. – łagodnym tonem rzekł tajemniczy mężczyzna.
Złapał bohatera za ręce, po czym wyszeptał nieznaną formułę „Dable telpor saf”. Obaj zniknęli…
Rav widział siebie w ciemno czerwonych szatach podobnych do tych, jakie zwykł nosić Bobercik. Nie dostrzegał nikogo innego, tylko on i straszliwa ciemność panująca dookoła niego. „Jak się tu dostałem…anioły…upadłe anioły…miasto…Nie, nie wiem…hehehe…ja nic nie wiem…hahaha…śmierć…” słyszał w swojej głowie Saiyan. Był to jego głos, lecz on nic nie mówił. Stał i patrzył się w ciemność, znajdując się miedzy niebem a ziemią. Nagle, równie przeraźliwa jak ciemność, jasność rozerwała jego myśli.
Obudził się w wygodnym łóżku, nie pamiętając jak się tu znalazł. Przed nim stali Bobercik oraz Kris troskliwie patrząc się na Saiyana.
- Musisz kogoś poznać… - rzekł drugi z mężczyzn.
- Nie mam siły…nie jestem w stanie się podnieść – odpowiedział Rav odzyskawszy jasność umysłu.
Bobercik dał znak Krisowi, a ten podszedł do Rav’a i położył obie dłonie na jego ciele. Niebieska aura przeszła przez ciała wojowników i, natychmiastowo, Saiyanin poczuł się o wiele lepiej. O nic nie pytał. Zdał sobie sprawę, że nie zadaje się ze zwykłymi ludźmi. Szedł posłusznie, co chwilę mierząc obu wzrokiem. Ubrani byli identycznie. Długie ciemno czerwone płaszcze pasowały do ich cery oraz czarnych oczu. Szli przez ciemny korytarz oświetlany zaledwie kilkoma marnymi lampami. Doszli do wielkiej sali. Kris otworzył drewniane drzwi i oczom Saiyana ukazał się dziwny widok. Ujrzał wielką salę na końcu, której stał tron. Siedział na nim mężczyzna ubrany w takie same szaty jak Kris i Bobercik, tyle że z dodatkowymi złotymi ozdobami. Po lewicy i prawicy człowieka stało dwóch mężczyzn w obcisłych krwistoczerwonych uniformach i maskach. Rav niepewnie podszedł do mężczyzny i już chciał coś powiedzieć, gdy ten mu przerwał.
- Nazywają mnie Dragon Fist, a Ty zapewne jesteś Rav. – powiedział.
- Zgadza się…gdzie ja jestem i kim Wy jesteście? – spytał Saiyanin.
- Pozwolisz, że zacznę od drugiego pytania. Na naszej planecie, Ziemi, uważają nas za sektę, na niektórych planetach myślą, że jesteśmy ostatnimi potomkami wielkiego wojownika. My zaś, lubimy być nazywani Magami. – rzekł Dragon Fist.
- Magami? – Rav wydawał się rozbawiony – O Magach słyszałem jedynie w legendach. Nie wyczuwam od Was zbyt wielkiego KI – prychnął pewny siebie wojownik.
- Nasza moc wypływa ze wszystkich żywiołów, każdy z nich ma zalety i wady, każdy niszczy i może budować, każdy ma mocne i słabe punkty, lecz jeśli połączysz je wszystkie powstaje siła, nad które zapanować mogą tylko najwyżsi z naszego zakonu. Jeśli nam nie wierzysz, spróbuj uciec. – rzekł równie pewnie Mag.
Rav wykonał szybki ruch do tyłu i zaczął lecieć zygzakiem w stronę drzwi. Jeden ze sługusów stojących obok Dragon Fista wypuścił z ręki niebieski promień. Po chwili na nogach Saiyana powstała wielka bryła lodu, a ten runął na ziemię.
- Jak widzisz, naturę trudno pokonać. Dysponujemy magią lodu, ognia i wiatru. Nasza siła nie opiera się jednak nie tych mocach, lecz na naszej silnej woli. Tylko najlepsi mogą nie dać się skusić złej stronie i walczyć tylko na swoją korzyść. Ci jednak, którzy ośmielą się walczyć po stronie Zła, otrzymają moc ziemi oraz przywołania, moc wskrzeszania i nekromancji. Od człowieka zależy, którą drogą pójdzie. Wybierając z kolei drogę Dobra, pewnego dnia Mag jest w stanie zapanować nad połączonymi siłami trzech żywiołów i być silniejszym od kogokolwiek. – powiedział poważnie Dragon Fist.
- Ale dlaczego mi to wszystko mówisz? – spytał Rav.
- Wysłano nas tutaj, aby odnaleźć tego, który wie gdzie znajduję się koniec. Koniec Zła. Tutaj nastał początek i tutaj wszystko się zakończy – kontynuował swoją wypowiedź Mag.
- Ale co ja mam z tym wspólnego? – dopytywał się Saiyan.
- Wierzę, że właśnie go znaleźliśmy… - zakończył doniośle Dragon Fist.
- Majin Trunks
- Wojownik z Kaioukenem
- Posty: 26
- Rejestracja: pn lut 26, 2007 2:28 pm
Streszczenie odcinka 6
Rav przez okrągły rok włóczył się po wszelkich barach i spelunach w mieście by zapomnieć i ukryć się przed wrogami. Znalazł go w końcu Bobercik, który okazał się być Magiem pochodzącym z planety Ziemia. Po krótkiej rehabilitacji Rav poznał wysłannika zakonu Magów, niejakiego Dragon Fista. Po krótkiej rozmowie Rav dowiedział się, iż Magowie wierzą, że on jest wybrańcem, który ma pokonać Zło, które powstało na planecie Atrix.
Odcinek 7
„Wyrzeknij się swojej mocy…”
Słońce już zachodziło. Pomarańczowe promienie okalały piaskowe wzgórze, które wydawało się wybijać ponad planetę. Na szczycie stały dwie postacie…
- A czy ty już władasz wszystkimi żywiołami? – zapytał Rav z wyraźnym zaciekawieniem.
- Nie. Tylko nieliczni z nas są tego godni. Są oni Arcymagami i jest ich trzech. Poza silną wolą, trzeba się wykazać przede wszystkim mądrością i samozaparciem. – odpowiedział Dragon Fist.
- Jak długą trzeba odbyć drogę, aby zostać Arcymagiem – ponownie spytał Saiyan.
- Wszystko zależy od człowieka. Dla jednych jest to droga krótsza, a dla innych długa. Im krótsza droga, tym lepszym się będzie przewodnikiem. Każdy, kto chce do nas dołączyć zaczyna od rangi Nowicjusza, by poznać tajniki mądrości Magów i magię żywiołów. – Mag popatrzył z uśmiechem na Rav’a – Każdy…nieważne jak jest wyjątkowy, musi przedtem zapomnieć o obdarzonej go mocy.
- Hm…Nie jestem pewny… - zamyślił się Rav. Nad ziemią zebrały się czarne chmury, z których spadł silny, kłujący deszcz. Dopiero teraz Saiyan mógł ujrzeć wyraźne, ostre rysy na twarzy Maga. W błyskach piorunów wyglądał on jeszcze bardziej potężnie i groźnie. Dragon Fist spojrzał na Rav i wyciągnął do niego dłoń. Na twarz wstąpił niemal fanatyczny uśmiech.
- Wyrzeknij się swojej mocy, by posiąść tajniki, o jakich zwykły śmiertelnik nawet nie słyszał. – niemal krzyknął Mag. Rav stał w milczeniu i zamyśleniu. Krople deszczu spływały po jego twarzy. Wreszcie wyrwał się zamyślenia i zdecydowanie powiedział:
- Jestem gotowy do Was dołączyć. Zło już więcej nie będzie panować nad tą planetą.
- Doooobrze… - powiedział przeciągle Dragon Fist – Skup się i uwolnij całą swoją energię. Nie obawiaj się i nie wahaj.
Saiyan zamknął oczy, a jego ciało okryła złota aura, która po chwili uleciała do góry i rozproszyła się w powietrzu. Rav upadł ciężko na ziemię. „Co ja zrobiłem?” pomyślał ze strachem, po czym spróbował wystrzelić pocisk KI. Nic się nie stało…
- Co teraz? Jestem bezsilny… - szepnął bohater.
- Nie bój się…teraz będziesz silniejszy niż kiedykolwiek. Lecz pamiętaj, że cała Twoja moc płynie z hojności natury, lecz to od Ciebie zależy jak ją wykorzystasz. Przejdziesz teraz do Biblioteki Magów. Zostaniesz tam przeniesiony na trzy godziny. Po tym czasie pojawisz się z powrotem. Będziesz wiedział, co należy przeczytać. – rzekł Dragon Fist, a następnie dał Rav’owi papirus zapisany dziwnymi symbolami.
- Skup się i poczuj moc, która płynie z natury. Będziesz wtedy wiedział, co robić. – powiedział cicho Mag. Rav spojrzał na papirus. Czuł, że zna ten język, lecz nie mógł go odczytać. Spróbował się skoncentrować, tak jak to robił kiedyś, gdy był w pełni sił. Nagle zauważył, że z łatwością może odczytać znaki zapisane na zwoju papieru. Mimowolnie zaczął jednocześnie rozkładać ręce i mówić innym językiem. W jednej sekundzie znalazł się w innym miejscu.
Pomieszczenie, w którym znajdował się Saiyan wyglądało jak olbrzymia kopuła otoczona z każdej strony filarami i regałami. Przez moment, Rav nie wiedział, co ma robić. Jego uwagę przykuły rzucone nieładem książki, które leżały na stole. Przez dwie godziny Saiyan czytał księgi i z każdą chwilą czuł jak pustkę w duszy wypełnia nowa siła. Czytał o żywiole Ognia. Nigdy by nie przypuszczał, że można tyle napisać o jednej rzeczy, która jednak była darem natury. Po długiej lekturze Rav wstał od stołu i zaczął przechadzać się po bibliotece. Jego oczom ukazała się tabliczka z napisem „Księgi zakazane”. Nowicjusz Ognia nie mógł się oprzeć i zajrzał w równo poukładane księgi. Wszystkie były czarne, jednak jedna była ciemno-fioletowa. To właśnie po tą księgę sięgnął Saiyan. Gdy ją otwierał zdawało mu się, że słyszy wołanie wiatru…
„…wojownik ten, a zwał się Aterius, znany był ze swej ciekawości i zwykł przyglądać się wszystkiemu co żywe. On jako jedyny przeszedł Próbę Żywiołów i stanął do walki z tworami, które przybywają z wnętrza wszechświata. Osobnik ten był tak silny, że bał się utraty swojej mocy. Wyparł się Bractwa Ognia, by na własną rękę przemierzyć Ziemię i dotrzeć do tajemnicy, która owiewa każde stowarzyszenie. Onegdaj Aterius posługiwał się dobrą magią, lecz wszystko się zmieniło od czasu, gdy trafiając do tajnej Biblioteki Magów przestudiował Księgi zakazane. Od tego czasu, posługując się zaklęciem zabójczym „Magnificius”, szedł przez życie nie zostawiając za sobą ni światła, ni świadków…”
Po przeczytaniu tego fragmentu Rav’a naszły wątpliwości i pytania. Czym była Próba Żywiołów Żywiołów zaklęcie, którym posługiwał się owy wojownik. Rav przewrócił kilka stron i czytał dalej:
„Sztuka nekromancji polega się do opanowania wszystkich żywiołów i pójścia o krok dalej. Tak twierdzą Magowie. Jednak magią tą mogą posługiwać się nawet Ci, którzy ów Magii Ognia nie znają. Znaleźć mistrza należy, jeśli Ci wszystkimi rządzić zależy…”
W jednym momencie, Rav znalazł się z powrotem na wzgórzu, z którego został wysłany do Biblioteki Magów. Spojrzał się na horyzont, na którym dostrzegł pomarańczową poświatę zachodzącego Słońca. W duszy czuł dziwne ciepło, które z pewnością stanie się jego nową mocą...
Rav przez okrągły rok włóczył się po wszelkich barach i spelunach w mieście by zapomnieć i ukryć się przed wrogami. Znalazł go w końcu Bobercik, który okazał się być Magiem pochodzącym z planety Ziemia. Po krótkiej rehabilitacji Rav poznał wysłannika zakonu Magów, niejakiego Dragon Fista. Po krótkiej rozmowie Rav dowiedział się, iż Magowie wierzą, że on jest wybrańcem, który ma pokonać Zło, które powstało na planecie Atrix.
Odcinek 7
„Wyrzeknij się swojej mocy…”
Słońce już zachodziło. Pomarańczowe promienie okalały piaskowe wzgórze, które wydawało się wybijać ponad planetę. Na szczycie stały dwie postacie…
- A czy ty już władasz wszystkimi żywiołami? – zapytał Rav z wyraźnym zaciekawieniem.
- Nie. Tylko nieliczni z nas są tego godni. Są oni Arcymagami i jest ich trzech. Poza silną wolą, trzeba się wykazać przede wszystkim mądrością i samozaparciem. – odpowiedział Dragon Fist.
- Jak długą trzeba odbyć drogę, aby zostać Arcymagiem – ponownie spytał Saiyan.
- Wszystko zależy od człowieka. Dla jednych jest to droga krótsza, a dla innych długa. Im krótsza droga, tym lepszym się będzie przewodnikiem. Każdy, kto chce do nas dołączyć zaczyna od rangi Nowicjusza, by poznać tajniki mądrości Magów i magię żywiołów. – Mag popatrzył z uśmiechem na Rav’a – Każdy…nieważne jak jest wyjątkowy, musi przedtem zapomnieć o obdarzonej go mocy.
- Hm…Nie jestem pewny… - zamyślił się Rav. Nad ziemią zebrały się czarne chmury, z których spadł silny, kłujący deszcz. Dopiero teraz Saiyan mógł ujrzeć wyraźne, ostre rysy na twarzy Maga. W błyskach piorunów wyglądał on jeszcze bardziej potężnie i groźnie. Dragon Fist spojrzał na Rav i wyciągnął do niego dłoń. Na twarz wstąpił niemal fanatyczny uśmiech.
- Wyrzeknij się swojej mocy, by posiąść tajniki, o jakich zwykły śmiertelnik nawet nie słyszał. – niemal krzyknął Mag. Rav stał w milczeniu i zamyśleniu. Krople deszczu spływały po jego twarzy. Wreszcie wyrwał się zamyślenia i zdecydowanie powiedział:
- Jestem gotowy do Was dołączyć. Zło już więcej nie będzie panować nad tą planetą.
- Doooobrze… - powiedział przeciągle Dragon Fist – Skup się i uwolnij całą swoją energię. Nie obawiaj się i nie wahaj.
Saiyan zamknął oczy, a jego ciało okryła złota aura, która po chwili uleciała do góry i rozproszyła się w powietrzu. Rav upadł ciężko na ziemię. „Co ja zrobiłem?” pomyślał ze strachem, po czym spróbował wystrzelić pocisk KI. Nic się nie stało…
- Co teraz? Jestem bezsilny… - szepnął bohater.
- Nie bój się…teraz będziesz silniejszy niż kiedykolwiek. Lecz pamiętaj, że cała Twoja moc płynie z hojności natury, lecz to od Ciebie zależy jak ją wykorzystasz. Przejdziesz teraz do Biblioteki Magów. Zostaniesz tam przeniesiony na trzy godziny. Po tym czasie pojawisz się z powrotem. Będziesz wiedział, co należy przeczytać. – rzekł Dragon Fist, a następnie dał Rav’owi papirus zapisany dziwnymi symbolami.
- Skup się i poczuj moc, która płynie z natury. Będziesz wtedy wiedział, co robić. – powiedział cicho Mag. Rav spojrzał na papirus. Czuł, że zna ten język, lecz nie mógł go odczytać. Spróbował się skoncentrować, tak jak to robił kiedyś, gdy był w pełni sił. Nagle zauważył, że z łatwością może odczytać znaki zapisane na zwoju papieru. Mimowolnie zaczął jednocześnie rozkładać ręce i mówić innym językiem. W jednej sekundzie znalazł się w innym miejscu.
Pomieszczenie, w którym znajdował się Saiyan wyglądało jak olbrzymia kopuła otoczona z każdej strony filarami i regałami. Przez moment, Rav nie wiedział, co ma robić. Jego uwagę przykuły rzucone nieładem książki, które leżały na stole. Przez dwie godziny Saiyan czytał księgi i z każdą chwilą czuł jak pustkę w duszy wypełnia nowa siła. Czytał o żywiole Ognia. Nigdy by nie przypuszczał, że można tyle napisać o jednej rzeczy, która jednak była darem natury. Po długiej lekturze Rav wstał od stołu i zaczął przechadzać się po bibliotece. Jego oczom ukazała się tabliczka z napisem „Księgi zakazane”. Nowicjusz Ognia nie mógł się oprzeć i zajrzał w równo poukładane księgi. Wszystkie były czarne, jednak jedna była ciemno-fioletowa. To właśnie po tą księgę sięgnął Saiyan. Gdy ją otwierał zdawało mu się, że słyszy wołanie wiatru…
„…wojownik ten, a zwał się Aterius, znany był ze swej ciekawości i zwykł przyglądać się wszystkiemu co żywe. On jako jedyny przeszedł Próbę Żywiołów i stanął do walki z tworami, które przybywają z wnętrza wszechświata. Osobnik ten był tak silny, że bał się utraty swojej mocy. Wyparł się Bractwa Ognia, by na własną rękę przemierzyć Ziemię i dotrzeć do tajemnicy, która owiewa każde stowarzyszenie. Onegdaj Aterius posługiwał się dobrą magią, lecz wszystko się zmieniło od czasu, gdy trafiając do tajnej Biblioteki Magów przestudiował Księgi zakazane. Od tego czasu, posługując się zaklęciem zabójczym „Magnificius”, szedł przez życie nie zostawiając za sobą ni światła, ni świadków…”
Po przeczytaniu tego fragmentu Rav’a naszły wątpliwości i pytania. Czym była Próba Żywiołów Żywiołów zaklęcie, którym posługiwał się owy wojownik. Rav przewrócił kilka stron i czytał dalej:
„Sztuka nekromancji polega się do opanowania wszystkich żywiołów i pójścia o krok dalej. Tak twierdzą Magowie. Jednak magią tą mogą posługiwać się nawet Ci, którzy ów Magii Ognia nie znają. Znaleźć mistrza należy, jeśli Ci wszystkimi rządzić zależy…”
W jednym momencie, Rav znalazł się z powrotem na wzgórzu, z którego został wysłany do Biblioteki Magów. Spojrzał się na horyzont, na którym dostrzegł pomarańczową poświatę zachodzącego Słońca. W duszy czuł dziwne ciepło, które z pewnością stanie się jego nową mocą...





