"Elige de sinos"
Moderator: Moderatorzy
- BH Daimaouji
- SSJ 5
- Posty: 6009
- Rejestracja: czw gru 02, 2004 6:04 pm
Odcinek 8:"Pani..."
Gokussj2, Vegetassj2 i Ziomster znajdowali się w dokładnie tym samym położeniu co kilka godzin temu. Po prawej stronie od nich siedział wysoki chłopak, wyraźnie na kogoś czekający. I chwilę później zza drzewa wyłonił się Bobercik. Sekundę potem pojawili się Arti, Rav, Razz, Wolak i Kris.
- Hm? - zdziwił się Robert - a Ty kim jesteś?
- Ja? - przybysz zadał pytanie, które jednak nieoczekiwało odpowiedzi - nazywam się Adrian. Jestem alpinistą. Wracam z wycieczki na Mount Everest.
Szczerze mówiąć łatwa góra. Nie wiało mocno więc mogłem na luzie na nią wlecieć. A przy okazji, te trzy typki to wasze?
- Tak nasze - odpowiedział Kris - a wspomniałeś że na tą góre wleciałeś. Co miałeś na myśli?
- A bo ja potrafię latać - odparł Adrian - wy też zapewne, czuć od Was wielkie Ki więc i latanie nie sprawia Wam problemu.
- Tak - Wolak potwierdził spostrzeżenie nowego bohatera - z wyjątkiem tych dwóch młodzieńców - i pokazał na Krisa i Bobercika - wszyscy potrafimy latać. A może dołączysz do naszej grupy? Przyda nam się każdy silny sprzymieżeniec.
- A po co? - zadał pytanie Kris - po co nam dodatkowa siła?
- Coś się szykuje... - stwierdził tajemniczo Arti i podszedł do Ziomstera - psie...czas zemsty.
Bohater zamachnął się i udzerzył jednego z trójki kretynów. Wolakowi który zerwał się i spróbował zatrzymać kolegę nie udało się zdążyć na czas.
Ziomster walnął w gałąść i podarł część swojej koszulki. Arti podchodził by zadać kolejny cios. Wolak jednak go zatrzymał.
- Nie ma sensu Arti - rzekł spokojnie - po co masz się...!!!!!!!! - Wolaka coś potwornie zdziwiło, na jego twarzy malowało się uczucie przerażenia - ja..jak to??? Patrzcie wszyscy na ręke Ziomstera!!! - namalowany na niej był dziwny znak.
- Co to jest? - spytał się Bobercik.
- Ukresu symbol to jest - odparł Rav - znaczy to że Ziomster ich człowiek jest.
Wszyscy spojrzeli na niego ze strachem. Nawet Vegetassj2 i Gokussj2.
- Tak to prawda - wykrzyknął z dumą Ziomster - Zakon dalej działa i wkrótce bóg Keynan was zlikwiduje! Mwahahahaha!
Wróg rzucił się w kierunku naszych bohaterów. Wolak umiejętnie go wyminął i wpakował kule Ki prosto w jego brzuch. Ten z dziurą w ciele upadł na ziemię. "Nie martw się, nie będziesz cierpiał" - pomyślał Wolak i dobił Ziomstera. Wśród przyjaciół zapanowała cisza...
- Dobrze zrobiłeś - odezwał się wreszcie Razz - ten pies nie był godzień żyć.
- Wybaczcie że przerywam - powiedział Adrian - ale co wy macie zamiat teraz robić?
- Ukresu Zakon odnaleść - odrzekł Rav - i zniszczyć na zawsze!
- A może ktoś wybrałby się ze mną na turniej sztuk walki - zaproponował Adrian - właśnie tam zmierzam. Nazywa się "Trójka".
- "Trójka" powiadasz - Rav zaczął tłumaczyć o co w tym chodzi - bardzo dobry turniej. Jako jeden z wielkich mistrzów muszę się na nim stawić. Nazwa wywodzi się od dwóch rzeczy. Turniej odbywa się raz na trzy lata, a w finale walczą ze sobą trzy osoby. Podzielimy się więc na oddziały. Wolak, poprowadzisz atak na Ukresu, a najpierw poszukasz siedziby. Ja na turniej pójdę.
- O kurde! - krzyknął Bobercik - Rav gada normlanie!!!
- Na chwila zapomniałem. Bardzo przepraszam. W marynarza gramy. Kto z kim pójdzie.
Koniec końców z Rav'em na turniej udał się Adrian, który i tak tam zmierzał, Bobercik, Arti oraz Razz. Wolak do pomocy wybrał tylko Kris'a. Przyjaciele rozdzieli się. I tak minęło kilka długich i nudnych dni. Rav i ekipa zwiedziła wiele miast aż w końcu Adrian wpadł na pomysł - mogą przecież polecieć! Razz złapał Roberta i lecieli. Aż w końcu Razz wpadł na pomysł - mogą się tam teleportować! Adrian wskazał na mapie dokładne położenie wyspy, ponieważ na wyspie miał się odbyć turniej, a Razz w mig przeniósł tam przyjaciół. Bobercik z ciekawością rozglądał się dookoła. Widział...nic nie widział. Tylko jeden mały budynek. Rav zmierzał w jego kierunku. Robert podążył za nim. Mistrz zapukał do drzwi. Nikt nie odpowiadał, więc sam je otworzył. W środku na krześle spał stary chłop. Jedyna dziwną rzeczą był teleporter po środku pomieszczenia. Bobercik czytał kiedyś książke o nich i bez trudu rozpoznał. Rav rozkazał wszystkim stanąć na nim. Obudził strażnika i wytłumaczył cel odwiedzin. Ten wskazał na platforme, na której stali już Arti, Razz i Adrian. Chwilę później dołączył Rav z Bobercikiem. Strażnik nacisnął przycisk i bohaterowie rozpłynęli się...
(................)
Kris i Wolak szli przez las. Od kilku godzin nie spotkało ich nic wielkiego. Wolak jednak widział ze ktoś ich śledził. Schylił się i udał że wiąże buta. Spostrzegł cień i rzucił sie na niego. Uderzył człowieka i rzucił pod nogi Kris'a. Był to Gokussj2. Z drugiej strony wyszedł Vegetassj2.
- Chcemy Wam pomóc - odezwał się Vegeta - Ziomster często gdzieś wychodził. Raz dał nam kartkę z miejscem w którym możemy go znaleść.
- Dawaj kartkę i żegnam - powiedział chłodno Wolak - albo czekajcie. Możecie się kiedyś przydać. Za mną!
Wojownik spojrzał na kawałek papieru otrzymany od Vegetyssj2. Niespodziewanie owym miejscem była pieczara niedaleko lasku. Około godziny marszu, minuty lotu xD Wolak wziął "na barana" Krisa, prawą ręką złapał Vegete, a lewą Goku. Uniósł się w powietrze i poleciał. Tak jak myślał minute później stali już pod grotą. Weszli do środka. Wolak wytworzył kule Ki, która służyła im jako latarka. Na ścianach namalowane były znaki takie same jaki miał Ziomster na ręce. Jednak było w nich coś przerażającego. Do namalowania użyto krwi......Czym głębiej się zapuszczali tym tunel był szerszy. W pewnej chwili Wolak spostrzegł martwe ciało. Wyglądało strasznie. Stopy i dłonie były odcięte, oczy wydłubane, brzuch rozcięty. Bohater spostrzegł kolejne ciało, i kolejne. Były ich setki. Nareszcie z końca tunelu wydobyło się światło. Nagle przyjaciele usłyszeli przeraźliwy krzyk. Popatrzyli na siebie i pobiegli szybko w strone światła. I dobiegli. Znajdowali się teraz w średniej wielkości pomieszczeniu. Nie było w nim nic specjalnego. Zwykła pieczara. Coś przyciągnęło uwage Krisa. Była to kotara na ścianie. Widocznie coś zasłaniała. I nagle znowu wydobył się wrzask. Popatrzyli na lewo. Na stole leżał przywiązany jakiś człowiek. Odciętą miał jedną dłoń. Obok niego stało dwóch mężczyzn. Obaj ubrani byli w białe płaszcze poplamione krwią. Jeden co chwila uderzał w brzuch więznia a drugi konsumował wcześniej odciętą dłoń. Na plecach namalowane mieli symbole. Symbole Ukresu! Wolak nie czekał ani chwili dłużej. Szybko podbiegł do człowieka bijącego. Zadał mu cios w twarz i przepołowił dyskiem z energii. Drugi z zakonników, bo na takich wyglądali, zadławił się palcem który właśnie miał przełknąć. Chwilę się dusił a potem zmarł. Na twarzach przyjaciół pojawił się nieszczery uśmiech.
Kris podszedł do związanego i używając swojej nadludzkiej siły zerwał sznury, którymi był przywiązany. Ten szybko zerwał się na równe nogi.
- Dziękuję - krzyczał z radością i podnieceniem - dziękuje Wam. Te bestie zbiły mi rodzinę. Chciałem ich zlikwidować. Zabiłem kilku. Szło mi łatwo aż nie uderzyli mnie od tyłu w głowe. Potem przywiązali, a ja nie miałem siły...prawie mnie zabili. Dziękuje jeszcze raz.
- Spoko - powiedział Wolak, szczęśliwy że ocalił czyjeś życie - Vegetassj2! Do mnie! Wyprowadź tego chłopaka. Ja, Kris i Gokussj2 idziemy dalej!
- Tak jest - odkrzyknął niezwykle posłużny Vegeta i ruszył z byłym więźniem drogą którą przyszli.
Kris nie słuchał rozmowy wojowników. Przyglądał się tajemniczej kotarze. Ciekawość wzięła góre. Szybkim ruchem zrzucił ją. Okazało się że zakrywała...dalszą drogę! Kolejny tunel. Bez wahania Kris, Wolak i Goku podążyli "szlakiem". Wszędzie było ciemno więc znowu Wolak oświetlił teren. Ten tunel niczym innym się nie różnił od poprzedniego. Minęło kilka przedłużających się minut. W końcu bohaterowie usłyszeli głosy. Było to coś w stylu głośnego "Ommmm". Zobaczyli światło. Oczywiście ruszyli w jego strone. Gdy spostrzegli koniec drogi szybko się ukryli. Przed nimi widniała wielka komnata. Była naprawdę przeogromna. Wszędzie namalowane były znaki Ukresu. Kris zobaczył też wielu zakonników. "Z piędziesięciu" - pomyślał, i zaczął liczyć. 1...2...3...38 ludzi leżało twarzami do ziemi. To oni wydawali dźwięk "Ommmmm". Cześć składali ogromnemu posągowi. Przedstawiał okropną bestię o czterech łapach i wielkich wystających kłach. Kilka metrów obok na złotym tronie siedziała piękna kobieta. Dwóch zakonników siedziało u jej stóp malując paznokcie swojej władczyni i co chwila składając pocałunek oznaczający posłużeństwo. Kolajna dwójka klęczała przy dłoniach dziewczyny robiąc to samo, tylko że "przedmiotami" służącymi do malowania były dłonie. Jeden facet masował plecy, kolejny układał włosy. Widocznie była to ich królowa. Przy niej stała szóstka, plus tamtych 38 razem 44 ludzi. Po komnacie kręciło się jeszcze kilku. Razem 52 luda. "Nie jest tak źle" - pomyślał Kris ze strachem. Wolak i Goku nie zauważyli kobiety siedzącej z boku. Patrzyli ciągle na tych oddających cześć posągowi. "Keynan..." - to imie widniało ciągle w glowie Wolaka. Nagle wyskoczył z ukrycia i posłał pocisk Ki. I już pierwszy zakonnik był martwy. Jeden z kręcącyh się pił jakiś trunek. Najprawdopodobniej alkohol. Wolak szybko znlazł się koło niego, zabił gościa i wipił napój. Jego zachowanie natychmiast się zmieniło. Kręcił się jak pijany i śpiewał piosenki. Stał się łatwym celem. Kris sam nie dawał rady. Na dodatek Goku został już pojmany. Chwilę później to samo stało się z nim samym. Zostali przyprowadzeni do kobiety. Teraz Kris mógł się jej przyjżeć z bliska. Była starsza od niego o kilka lat. Odziana była w długą, białą suknię oczywiście ze znakiem Ukresu. Miała aksamitną skórę a na twarzy nie widniał żaden pryszcz. Na dodatek dochodziły piękne, jasne włosy.Po prostu chodzący ideał. Kris z trudem oparł się urokowi nieznajomej. Słudzy odeszli od niej. Został tylko jeden.
- Psy - krzyknął - jak śmiecie zakłócać spokój naszej pięknej pani. Oddajcie jej cześć, padnijce na twarz, całujcie stopy a może nie umrzecie w katuszach.
Wydawało się że Kris posłucha rozkazu. Schylił głowę w stronę nóg kobiety, ale zamiast pocałować wgryzł się w jedną. Piękna zakrzyczała. Krystian uwolnił się i zabił trójkę strażników. Po tym znów został złapany.
- Niegrzeczny jesteś - odezwała się po raz pierwszy kobieta - zasłużyłeś na surową karę.
- Jak się nazywasz dziwko - wrzasnął Kris z płaczem - co Ty tu robisz?!?!
- Nie zdradzę moich planów - powiedziała spokojnie tyranka - ale możesz do mnie mówić Pani, Boginio itp.
W tym momencie wcześniej śpiący Wolak powoli zaczął podnosić głowę. Robił to jednak w żółwim tępie.
- Nawet chwilkę mnie ta noga bolała - ziewnęła "Pani" - czas na karę - kobieta kiwnęła znacząco na jednego z sług. On podszedł, padł na twarz, wstał i wyciągnął zza płaszcza wielki miecz. Widocznie miał go przywiązany do pasa, czy gdzieś. Ruszył w kierunku Gokussj2. Gdy już dotarł do celu podniósł wysoko broń i zamachnął się. Kris dostrzegł tylko przestraszoną twarz Goku. Sekundę później głowa poturlała się o kilka metrów. Krystian już nie płakał. Już nic nie czuł. Czekał na zbliżającą się śmierć. Tymczasem Wolak znowu zasnął:
***
W pewnym pięknym kraju, na pewnej pięknej łące, rosły piękne kwiatki. Słońce mocno na nie świeciło. Był to prawdziwy raj. Nagle ktoś się pojawił. W trawie schowany był chłopak o imieniu Wolak. Z drugiej strony zaczęła biec do niego śliczna dziewczyna. Zbliżali się do siebie...zbliżali...
***
Wolak znowu podniósł głowę. Tym razem jednak otowrzył oczy. "Gdzie jesteś moja dziewczyno" - mamrotał. Spojrzał na Panią a jego oczy zaświeciły blaskiem miłości. Na twarzy pojawił się głupkowaty uśmiech. Wolak szybko wstał odpychając przy tym dwóch strażników. Kilku z nich rzuciło się na bohatera lecz ten rozerwał sznury, którę blokowały mu ruchy. Szybkimi ciosami pozabijał wrogów. Skoczył wysoko i wylądował na kolanach Bogini (z wielkiehj litery ponieważ jest to jej przydomek). Nikt nie zdążył zareagować a wojownik już całował się z Panią. Kobieta szybko go zapchnęła.
- No, no. Nawet było przyjemnie - uśmiechnęła się - ale nie można całować ust Bogini bez jej pozwolenia. Padnij na twarz i błagaj o litość a może Ci wybaczę! No na co czekasz? Błagaj!
- A ga gu gu gu gi gi - Wolak był uchlany i zakochany. Ta wybuchowa mieszanka pomieszała mu w głowie.
- Nie przepraszasz? Więc giń! - kobieta wstała i zaczęła ujawniać swoją Ki.
Energia Bogini była niesamowita i wciąż rosła. Najdziwniejsze jest to że nawet się nie pociła. Czyżby miała w sobie jeszcze więcej mocy? Kris zląkł się napoważnie. Ta Ki znacznie przewyższała moc Wolaka. Nawet moc Rav'a!!! Krystian nie mógł się pogodzić ze śmiercią. "Myśl, myśl!" - myślał Kris xD
Aż w końcu wymyślił. Stworzył kule energii i rzucił nią w posąg. Ten rozpadł się na kawałeczki. W komnacie zapanował chaos. Kris to wykorzystał. Zabrał Wolaka i szybko uciekł. Nie zwracał uwagi czy ktoś go ściga. Minął pokój w którym męczyli tego chłopca bez dłoni. Chwilę potem ujrzał światło, drzewa a na końcu Vegetessj2 i tego chłopaka.
- O - ucieszył się Vegeta - on się nazywa AnimKing...a gdzie jest Goku?
- Wyjaśnię w skrócie - odpowiedział zasapany Krystian - Goku został zabity, Wolak jest upity a mnie pewnie ściga około 50 bardzo groźnych morderców.
- G...Goku nie żyje?!?! - Vegetassj2 wybuchnął płaczem - buu!!! Mnie też pewnie cenzura.
- Niekoniecznie - rzekł trochę spokojniej Kris - spróbuje rozwalić całą pieczarę pociskami Ki. Tylko czy starczy mi mocy? Mniejsza...haaa!!!!
Serie kilkudziesięciu kul poleciała w kierunku pieczary. Wleciały do środka i natychmiast wybuchły. "Hehe...czuję coraz mniej Ki" - pomyślał Kris i wysłał kolejne pociski. Po tym ostrzale wszystkie Ki zniknęły. "Udało się!" Nagle z pod gruzów jaskini wyskoczył ogromny robot. Był to Gundam!!!
Wyglądał przerażająco, prawie cały czarny z elementami białego i żółtego . W ręce trzymał bardzo długą kose. Zza pleców wyrastały wielkie skrzydła, które tak naprawde służyły za pancerz. Z środka robota dobiegł głos. Widocznie pilot włączył głośnik.
- I jak Wam się podoba - zapytał się pilot z wyraźnie kobiecym głosem - czas na karę - Kris natychmiast się skapnął kto kieruje Gundamem. Była to Pani.
- Wolak!!! - krzyknął - właź to tego swojego Altrona!!! Szybko!!!
Ale Wolak nie odpowiadał. Kilka sekund wcześniej zasnął. Ani Kris, ani AnimKing, ani Vegeta nie potrafili go dobudzić. Nowy bohater wsadził ręke do kieszeni wojownika i wyciągnął pilot. Nie wiedział co to jest, ale pomyślał że może im pomóc więc nacisnął przycisk. W tym momencie oczom wszystkich ukazał się Altron kierowany przez AnimKing'a. Zagubiony chłopak nacisnął byle jaki przycisk. Wybrał najgorszy z możliwcyh. Altron znów "schował się" w pilocie. Jednak to na tyle zdekoncentrowało Panią że Kris, Wolak, AnimKing i Vegetassj2 zdołali uciec.
- Gundam Pani!!!
I coś na dodatek:
http://images14.fotosik.pl/67/48e29cc177532dbbmed.jpg
Gokussj2, Vegetassj2 i Ziomster znajdowali się w dokładnie tym samym położeniu co kilka godzin temu. Po prawej stronie od nich siedział wysoki chłopak, wyraźnie na kogoś czekający. I chwilę później zza drzewa wyłonił się Bobercik. Sekundę potem pojawili się Arti, Rav, Razz, Wolak i Kris.
- Hm? - zdziwił się Robert - a Ty kim jesteś?
- Ja? - przybysz zadał pytanie, które jednak nieoczekiwało odpowiedzi - nazywam się Adrian. Jestem alpinistą. Wracam z wycieczki na Mount Everest.
Szczerze mówiąć łatwa góra. Nie wiało mocno więc mogłem na luzie na nią wlecieć. A przy okazji, te trzy typki to wasze?
- Tak nasze - odpowiedział Kris - a wspomniałeś że na tą góre wleciałeś. Co miałeś na myśli?
- A bo ja potrafię latać - odparł Adrian - wy też zapewne, czuć od Was wielkie Ki więc i latanie nie sprawia Wam problemu.
- Tak - Wolak potwierdził spostrzeżenie nowego bohatera - z wyjątkiem tych dwóch młodzieńców - i pokazał na Krisa i Bobercika - wszyscy potrafimy latać. A może dołączysz do naszej grupy? Przyda nam się każdy silny sprzymieżeniec.
- A po co? - zadał pytanie Kris - po co nam dodatkowa siła?
- Coś się szykuje... - stwierdził tajemniczo Arti i podszedł do Ziomstera - psie...czas zemsty.
Bohater zamachnął się i udzerzył jednego z trójki kretynów. Wolakowi który zerwał się i spróbował zatrzymać kolegę nie udało się zdążyć na czas.
Ziomster walnął w gałąść i podarł część swojej koszulki. Arti podchodził by zadać kolejny cios. Wolak jednak go zatrzymał.
- Nie ma sensu Arti - rzekł spokojnie - po co masz się...!!!!!!!! - Wolaka coś potwornie zdziwiło, na jego twarzy malowało się uczucie przerażenia - ja..jak to??? Patrzcie wszyscy na ręke Ziomstera!!! - namalowany na niej był dziwny znak.
- Co to jest? - spytał się Bobercik.
- Ukresu symbol to jest - odparł Rav - znaczy to że Ziomster ich człowiek jest.
Wszyscy spojrzeli na niego ze strachem. Nawet Vegetassj2 i Gokussj2.
- Tak to prawda - wykrzyknął z dumą Ziomster - Zakon dalej działa i wkrótce bóg Keynan was zlikwiduje! Mwahahahaha!
Wróg rzucił się w kierunku naszych bohaterów. Wolak umiejętnie go wyminął i wpakował kule Ki prosto w jego brzuch. Ten z dziurą w ciele upadł na ziemię. "Nie martw się, nie będziesz cierpiał" - pomyślał Wolak i dobił Ziomstera. Wśród przyjaciół zapanowała cisza...
- Dobrze zrobiłeś - odezwał się wreszcie Razz - ten pies nie był godzień żyć.
- Wybaczcie że przerywam - powiedział Adrian - ale co wy macie zamiat teraz robić?
- Ukresu Zakon odnaleść - odrzekł Rav - i zniszczyć na zawsze!
- A może ktoś wybrałby się ze mną na turniej sztuk walki - zaproponował Adrian - właśnie tam zmierzam. Nazywa się "Trójka".
- "Trójka" powiadasz - Rav zaczął tłumaczyć o co w tym chodzi - bardzo dobry turniej. Jako jeden z wielkich mistrzów muszę się na nim stawić. Nazwa wywodzi się od dwóch rzeczy. Turniej odbywa się raz na trzy lata, a w finale walczą ze sobą trzy osoby. Podzielimy się więc na oddziały. Wolak, poprowadzisz atak na Ukresu, a najpierw poszukasz siedziby. Ja na turniej pójdę.
- O kurde! - krzyknął Bobercik - Rav gada normlanie!!!
- Na chwila zapomniałem. Bardzo przepraszam. W marynarza gramy. Kto z kim pójdzie.
Koniec końców z Rav'em na turniej udał się Adrian, który i tak tam zmierzał, Bobercik, Arti oraz Razz. Wolak do pomocy wybrał tylko Kris'a. Przyjaciele rozdzieli się. I tak minęło kilka długich i nudnych dni. Rav i ekipa zwiedziła wiele miast aż w końcu Adrian wpadł na pomysł - mogą przecież polecieć! Razz złapał Roberta i lecieli. Aż w końcu Razz wpadł na pomysł - mogą się tam teleportować! Adrian wskazał na mapie dokładne położenie wyspy, ponieważ na wyspie miał się odbyć turniej, a Razz w mig przeniósł tam przyjaciół. Bobercik z ciekawością rozglądał się dookoła. Widział...nic nie widział. Tylko jeden mały budynek. Rav zmierzał w jego kierunku. Robert podążył za nim. Mistrz zapukał do drzwi. Nikt nie odpowiadał, więc sam je otworzył. W środku na krześle spał stary chłop. Jedyna dziwną rzeczą był teleporter po środku pomieszczenia. Bobercik czytał kiedyś książke o nich i bez trudu rozpoznał. Rav rozkazał wszystkim stanąć na nim. Obudził strażnika i wytłumaczył cel odwiedzin. Ten wskazał na platforme, na której stali już Arti, Razz i Adrian. Chwilę później dołączył Rav z Bobercikiem. Strażnik nacisnął przycisk i bohaterowie rozpłynęli się...
(................)
Kris i Wolak szli przez las. Od kilku godzin nie spotkało ich nic wielkiego. Wolak jednak widział ze ktoś ich śledził. Schylił się i udał że wiąże buta. Spostrzegł cień i rzucił sie na niego. Uderzył człowieka i rzucił pod nogi Kris'a. Był to Gokussj2. Z drugiej strony wyszedł Vegetassj2.
- Chcemy Wam pomóc - odezwał się Vegeta - Ziomster często gdzieś wychodził. Raz dał nam kartkę z miejscem w którym możemy go znaleść.
- Dawaj kartkę i żegnam - powiedział chłodno Wolak - albo czekajcie. Możecie się kiedyś przydać. Za mną!
Wojownik spojrzał na kawałek papieru otrzymany od Vegetyssj2. Niespodziewanie owym miejscem była pieczara niedaleko lasku. Około godziny marszu, minuty lotu xD Wolak wziął "na barana" Krisa, prawą ręką złapał Vegete, a lewą Goku. Uniósł się w powietrze i poleciał. Tak jak myślał minute później stali już pod grotą. Weszli do środka. Wolak wytworzył kule Ki, która służyła im jako latarka. Na ścianach namalowane były znaki takie same jaki miał Ziomster na ręce. Jednak było w nich coś przerażającego. Do namalowania użyto krwi......Czym głębiej się zapuszczali tym tunel był szerszy. W pewnej chwili Wolak spostrzegł martwe ciało. Wyglądało strasznie. Stopy i dłonie były odcięte, oczy wydłubane, brzuch rozcięty. Bohater spostrzegł kolejne ciało, i kolejne. Były ich setki. Nareszcie z końca tunelu wydobyło się światło. Nagle przyjaciele usłyszeli przeraźliwy krzyk. Popatrzyli na siebie i pobiegli szybko w strone światła. I dobiegli. Znajdowali się teraz w średniej wielkości pomieszczeniu. Nie było w nim nic specjalnego. Zwykła pieczara. Coś przyciągnęło uwage Krisa. Była to kotara na ścianie. Widocznie coś zasłaniała. I nagle znowu wydobył się wrzask. Popatrzyli na lewo. Na stole leżał przywiązany jakiś człowiek. Odciętą miał jedną dłoń. Obok niego stało dwóch mężczyzn. Obaj ubrani byli w białe płaszcze poplamione krwią. Jeden co chwila uderzał w brzuch więznia a drugi konsumował wcześniej odciętą dłoń. Na plecach namalowane mieli symbole. Symbole Ukresu! Wolak nie czekał ani chwili dłużej. Szybko podbiegł do człowieka bijącego. Zadał mu cios w twarz i przepołowił dyskiem z energii. Drugi z zakonników, bo na takich wyglądali, zadławił się palcem który właśnie miał przełknąć. Chwilę się dusił a potem zmarł. Na twarzach przyjaciół pojawił się nieszczery uśmiech.
Kris podszedł do związanego i używając swojej nadludzkiej siły zerwał sznury, którymi był przywiązany. Ten szybko zerwał się na równe nogi.
- Dziękuję - krzyczał z radością i podnieceniem - dziękuje Wam. Te bestie zbiły mi rodzinę. Chciałem ich zlikwidować. Zabiłem kilku. Szło mi łatwo aż nie uderzyli mnie od tyłu w głowe. Potem przywiązali, a ja nie miałem siły...prawie mnie zabili. Dziękuje jeszcze raz.
- Spoko - powiedział Wolak, szczęśliwy że ocalił czyjeś życie - Vegetassj2! Do mnie! Wyprowadź tego chłopaka. Ja, Kris i Gokussj2 idziemy dalej!
- Tak jest - odkrzyknął niezwykle posłużny Vegeta i ruszył z byłym więźniem drogą którą przyszli.
Kris nie słuchał rozmowy wojowników. Przyglądał się tajemniczej kotarze. Ciekawość wzięła góre. Szybkim ruchem zrzucił ją. Okazało się że zakrywała...dalszą drogę! Kolejny tunel. Bez wahania Kris, Wolak i Goku podążyli "szlakiem". Wszędzie było ciemno więc znowu Wolak oświetlił teren. Ten tunel niczym innym się nie różnił od poprzedniego. Minęło kilka przedłużających się minut. W końcu bohaterowie usłyszeli głosy. Było to coś w stylu głośnego "Ommmm". Zobaczyli światło. Oczywiście ruszyli w jego strone. Gdy spostrzegli koniec drogi szybko się ukryli. Przed nimi widniała wielka komnata. Była naprawdę przeogromna. Wszędzie namalowane były znaki Ukresu. Kris zobaczył też wielu zakonników. "Z piędziesięciu" - pomyślał, i zaczął liczyć. 1...2...3...38 ludzi leżało twarzami do ziemi. To oni wydawali dźwięk "Ommmmm". Cześć składali ogromnemu posągowi. Przedstawiał okropną bestię o czterech łapach i wielkich wystających kłach. Kilka metrów obok na złotym tronie siedziała piękna kobieta. Dwóch zakonników siedziało u jej stóp malując paznokcie swojej władczyni i co chwila składając pocałunek oznaczający posłużeństwo. Kolajna dwójka klęczała przy dłoniach dziewczyny robiąc to samo, tylko że "przedmiotami" służącymi do malowania były dłonie. Jeden facet masował plecy, kolejny układał włosy. Widocznie była to ich królowa. Przy niej stała szóstka, plus tamtych 38 razem 44 ludzi. Po komnacie kręciło się jeszcze kilku. Razem 52 luda. "Nie jest tak źle" - pomyślał Kris ze strachem. Wolak i Goku nie zauważyli kobiety siedzącej z boku. Patrzyli ciągle na tych oddających cześć posągowi. "Keynan..." - to imie widniało ciągle w glowie Wolaka. Nagle wyskoczył z ukrycia i posłał pocisk Ki. I już pierwszy zakonnik był martwy. Jeden z kręcącyh się pił jakiś trunek. Najprawdopodobniej alkohol. Wolak szybko znlazł się koło niego, zabił gościa i wipił napój. Jego zachowanie natychmiast się zmieniło. Kręcił się jak pijany i śpiewał piosenki. Stał się łatwym celem. Kris sam nie dawał rady. Na dodatek Goku został już pojmany. Chwilę później to samo stało się z nim samym. Zostali przyprowadzeni do kobiety. Teraz Kris mógł się jej przyjżeć z bliska. Była starsza od niego o kilka lat. Odziana była w długą, białą suknię oczywiście ze znakiem Ukresu. Miała aksamitną skórę a na twarzy nie widniał żaden pryszcz. Na dodatek dochodziły piękne, jasne włosy.Po prostu chodzący ideał. Kris z trudem oparł się urokowi nieznajomej. Słudzy odeszli od niej. Został tylko jeden.
- Psy - krzyknął - jak śmiecie zakłócać spokój naszej pięknej pani. Oddajcie jej cześć, padnijce na twarz, całujcie stopy a może nie umrzecie w katuszach.
Wydawało się że Kris posłucha rozkazu. Schylił głowę w stronę nóg kobiety, ale zamiast pocałować wgryzł się w jedną. Piękna zakrzyczała. Krystian uwolnił się i zabił trójkę strażników. Po tym znów został złapany.
- Niegrzeczny jesteś - odezwała się po raz pierwszy kobieta - zasłużyłeś na surową karę.
- Jak się nazywasz dziwko - wrzasnął Kris z płaczem - co Ty tu robisz?!?!
- Nie zdradzę moich planów - powiedziała spokojnie tyranka - ale możesz do mnie mówić Pani, Boginio itp.
W tym momencie wcześniej śpiący Wolak powoli zaczął podnosić głowę. Robił to jednak w żółwim tępie.
- Nawet chwilkę mnie ta noga bolała - ziewnęła "Pani" - czas na karę - kobieta kiwnęła znacząco na jednego z sług. On podszedł, padł na twarz, wstał i wyciągnął zza płaszcza wielki miecz. Widocznie miał go przywiązany do pasa, czy gdzieś. Ruszył w kierunku Gokussj2. Gdy już dotarł do celu podniósł wysoko broń i zamachnął się. Kris dostrzegł tylko przestraszoną twarz Goku. Sekundę później głowa poturlała się o kilka metrów. Krystian już nie płakał. Już nic nie czuł. Czekał na zbliżającą się śmierć. Tymczasem Wolak znowu zasnął:
***
W pewnym pięknym kraju, na pewnej pięknej łące, rosły piękne kwiatki. Słońce mocno na nie świeciło. Był to prawdziwy raj. Nagle ktoś się pojawił. W trawie schowany był chłopak o imieniu Wolak. Z drugiej strony zaczęła biec do niego śliczna dziewczyna. Zbliżali się do siebie...zbliżali...
***
Wolak znowu podniósł głowę. Tym razem jednak otowrzył oczy. "Gdzie jesteś moja dziewczyno" - mamrotał. Spojrzał na Panią a jego oczy zaświeciły blaskiem miłości. Na twarzy pojawił się głupkowaty uśmiech. Wolak szybko wstał odpychając przy tym dwóch strażników. Kilku z nich rzuciło się na bohatera lecz ten rozerwał sznury, którę blokowały mu ruchy. Szybkimi ciosami pozabijał wrogów. Skoczył wysoko i wylądował na kolanach Bogini (z wielkiehj litery ponieważ jest to jej przydomek). Nikt nie zdążył zareagować a wojownik już całował się z Panią. Kobieta szybko go zapchnęła.
- No, no. Nawet było przyjemnie - uśmiechnęła się - ale nie można całować ust Bogini bez jej pozwolenia. Padnij na twarz i błagaj o litość a może Ci wybaczę! No na co czekasz? Błagaj!
- A ga gu gu gu gi gi - Wolak był uchlany i zakochany. Ta wybuchowa mieszanka pomieszała mu w głowie.
- Nie przepraszasz? Więc giń! - kobieta wstała i zaczęła ujawniać swoją Ki.
Energia Bogini była niesamowita i wciąż rosła. Najdziwniejsze jest to że nawet się nie pociła. Czyżby miała w sobie jeszcze więcej mocy? Kris zląkł się napoważnie. Ta Ki znacznie przewyższała moc Wolaka. Nawet moc Rav'a!!! Krystian nie mógł się pogodzić ze śmiercią. "Myśl, myśl!" - myślał Kris xD
Aż w końcu wymyślił. Stworzył kule energii i rzucił nią w posąg. Ten rozpadł się na kawałeczki. W komnacie zapanował chaos. Kris to wykorzystał. Zabrał Wolaka i szybko uciekł. Nie zwracał uwagi czy ktoś go ściga. Minął pokój w którym męczyli tego chłopca bez dłoni. Chwilę potem ujrzał światło, drzewa a na końcu Vegetessj2 i tego chłopaka.
- O - ucieszył się Vegeta - on się nazywa AnimKing...a gdzie jest Goku?
- Wyjaśnię w skrócie - odpowiedział zasapany Krystian - Goku został zabity, Wolak jest upity a mnie pewnie ściga około 50 bardzo groźnych morderców.
- G...Goku nie żyje?!?! - Vegetassj2 wybuchnął płaczem - buu!!! Mnie też pewnie cenzura.
- Niekoniecznie - rzekł trochę spokojniej Kris - spróbuje rozwalić całą pieczarę pociskami Ki. Tylko czy starczy mi mocy? Mniejsza...haaa!!!!
Serie kilkudziesięciu kul poleciała w kierunku pieczary. Wleciały do środka i natychmiast wybuchły. "Hehe...czuję coraz mniej Ki" - pomyślał Kris i wysłał kolejne pociski. Po tym ostrzale wszystkie Ki zniknęły. "Udało się!" Nagle z pod gruzów jaskini wyskoczył ogromny robot. Był to Gundam!!!
Wyglądał przerażająco, prawie cały czarny z elementami białego i żółtego . W ręce trzymał bardzo długą kose. Zza pleców wyrastały wielkie skrzydła, które tak naprawde służyły za pancerz. Z środka robota dobiegł głos. Widocznie pilot włączył głośnik.
- I jak Wam się podoba - zapytał się pilot z wyraźnie kobiecym głosem - czas na karę - Kris natychmiast się skapnął kto kieruje Gundamem. Była to Pani.
- Wolak!!! - krzyknął - właź to tego swojego Altrona!!! Szybko!!!
Ale Wolak nie odpowiadał. Kilka sekund wcześniej zasnął. Ani Kris, ani AnimKing, ani Vegeta nie potrafili go dobudzić. Nowy bohater wsadził ręke do kieszeni wojownika i wyciągnął pilot. Nie wiedział co to jest, ale pomyślał że może im pomóc więc nacisnął przycisk. W tym momencie oczom wszystkich ukazał się Altron kierowany przez AnimKing'a. Zagubiony chłopak nacisnął byle jaki przycisk. Wybrał najgorszy z możliwcyh. Altron znów "schował się" w pilocie. Jednak to na tyle zdekoncentrowało Panią że Kris, Wolak, AnimKing i Vegetassj2 zdołali uciec.
- Gundam Pani!!!I coś na dodatek:
http://images14.fotosik.pl/67/48e29cc177532dbbmed.jpg









